czyli przeróbka sosnowej witryny na użytek łazienkowy. Najpierw długo przyglądaliśmy się meblowi i zastanawialiśmy się, na ile przyda nam się w łazience. Potem, jak już był pomysł, długo i cierpliwie wyzbywaliśmy sie lakieru. Tu pomógł internet i konsultacja telefoniczna z zięciem. Malowanie to kolejne dwa dni. Poprawki i jest. Nasz własny mebel. Duma rozpierała nas kolejne dwa dni.
Nie chciałam, aby był to tylko mebel dekoracyjny. Taki nam niepotrzebny, bo gdzie proszki, środki czystości, ręczniki? Stąd zasłonka z kurkami i problem załatwiony. A u góry, skoro musiało być dekoracyjnie, to koniecznie lawendowo.
Potem to już za ciosem. Nowe firanki, bardziej może zasłonki, ale bez nadruku, żeby nie było przerostu formy nad treścią. A i część dekoracji powróciła z tarasu do domu.
Worek na szczotki i inne drobiazgi. W końcu ze wszystkim się mieszczę i wszędzie porządek.
I tak już właśnie mam, jak przychodzi jesień, to w ramach terapii psychicznej zmieniam, dekoruję, przestawiam itd. Aż do wiosny.
W ostatniej chwili udało mi się z tarasu złapać tęczę.