Słoneczko pięknie świeci, więc czego chcieć więcej. Postanowiliśmy spędzić dzisiejszy dzień na powietrzu i wykorzystać ostatni ciepły dzień, przed zapowiadaną zmianą pogody. Razem z piesiem udaliśmy się do lasu, aby przy okazji zebrać młode pędy sosny na syropek dla wnuków. Oczywiście, wiedzieliśmy dokąd się udać, bo przecież jako dzieci biegaliśmy tu po lasach, tylko zapomnieliśmy, że przez te czterdzieści lat drzewa mogły nieco urosnąć. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy wjechaliśmy do lasu, a tam ogromniaste sosny, do pędów których nie dane nam było dosięgnąć. Naszukaliśmy się bardzo i porcję pędów mam już w słoju.
Za to, na łące w lesie było żółto od mniszka, więc skoro nie sosna, to może mniszek. I tak robi się właśnie miodek, a co z tego wyjdzie, zobaczymy.Wygląda tak sobie.
Na koniec obiadek w ogródku. Mój ulubiony, lekki z sosem czosnkowym i oliwą z oliwek. Szkoda, że dzień już się kończy, ale może rybkę uda się złowić, bo jakoś leniwca złapały i nie chce im się pod wędkę podpłynąć.
Czy któraś wie co to za krzew? Za ostatnią informację dotyczącą porzeczki ozdobnej, bardzo dziękuję.