Miały być dwie różne, ale stanowiące całość. Nie mam pojęcia czy mi się to udało, ale wielkość, tło, materiał, ramki, pszczółki wrzuciłam na obydwa obrazki. Ja tak lubię ten temat, że mogę nie być obiektywna i jestem ciekawa Waszej opinii. Ostateczne zdanie i tak należy do Ani, bo do niej jutro wybędą obydwie prace.





Zauroczę Was teraz moim drzewkiem, na który niedawno zapadł wyrok i miało zostać przeniesione w inne miejsce. Otóż bonsai było tworzone przez poprzednich włascicieli. Śliczne drzewko, ale rosło na ogromnym kopcu, który zabierał całą przestrzeń trawnika. Po dwóch latach przekonywania męża, że drzewko dobrze będzie się czuło w innym miejscu, mogłam przystąpić do działania. Mąż wywoził ziemię z kopca, a końcówka to już moje działanie. Z miotełką w dłoni ruszyłam na podbój korzeni. Dwa dni wymiatałam ziemię i kształtowałam ostateczny wygląd. Powierzchnię kopca zmniejszyłam do minimum i obniżyłam ile się dało. Na zdjęciu widać jaką powierzchnię zajmował. Teraz w tym miejscu posiana jest trawa i niech drzewko ma się dobrze. Już tu zostanie.
I na koniec namawiam Was na własny chlebek na zakwasie. Żytni,pyszny, pachnący.
No i żeby tradycji stało się zadość, kolejna porcja słoików.
A młode mamy zapraszm na ciekawą wyprzedaż ciuszków dla dzieci u
Magdy. Zajrzyjcie.