ale zbyt dużo było niejasności, wątpliwości i pytań. Jeszcze teraz nie wszystko wiem, ale mniej więcej wszystko układa się powoli w głowie. To mój ukochany temat, więc prędzej czy później babuleńka i tak by powstała. Chciałam jej nadać klimatu, spowodować, żeby miała charakter prawdziwej, wiejskiej babuni, żeby miała zmarszczki, siwe włosy, żeby była zgarbiona i żeby była taka prawdziwa. Ten nos, na który teraz patrzycie i być może skrytykujecie, powstał celowo. Chciałam, żeby był duży, no to go mam.
Długo myślałam w jaki sposób wykonać oczy. Spojrzenie starego człowieka sprawia, że jest trochę wyblakłe, za mgłą. Zrobiłam je z Fimo, wypaliłam, a blask zatuszowałam talkiem. Udało się. Są przeraźliwie naturalne.
Kapcie są z grubego filcu, uszyłam spódnicę i fartuch, a sweterek ze starej włóczki. Beatka się już nie czepnie, ze poszłam na łatwiznę. Opuszczone rajstopy to też celowy zabieg.
A do osłonki na kwiatki przyczepiłam drut, korek od wina posłużył za uchwyt i babcia ma wiaderko.
Z włosami miałam problem, ale takie wydają mi się prawdziwe.
No i jeszcze kosturek znaleziony w lesie i babcia gotowa.
Wysokość około 70 cm. Zostawiam Was z moją babcią i życzę miłego weekendu. Za chwilę przyjeżdżają moje maluchy na ferie, więc jakiś czas mnie nie będzie. Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze na temat Antka.