Ano właśnie! Wtedy, kiedy sprawia przyjemność i nic nie robi się na siłę; kiedy tworzysz i pojawia się przed Tobą coś ciekawego, czego nawet się nie spodziewałaś. Chyba wtedy, tak myślę. Dodatkowo kręci mnie to, kiedy rozpoczynam pracę, a przede mną leży kawałek drutu, resztki papieru, trochę kleju, prawie nic i zaczynam. Po upływie jakiegoś czasu mam już coś namacalnego, wokół czego krążę, oglądam, poprawiam i specjalnie nie martwi mnie przypalony garnek czy obiad, który był, a nie jest, bo mam! Mam to, nad czym pracowałam. Tak było przez ostatnie dwa dni.
Papier mache - technika, której nigdy, przenigdy nie porzucę, i która daje tyle możliwości. Cała postać mojego anioła jest sztywna - masa papierowa solidnie wyschła w piekarniku, a szata usztywniona jest klejem.
I żeby dopełnić obraz, pojawiły się dwa malutkie aniołki.




