i transferach spędzam czas, bo skoro córcia nawet nie przypomina mi, że obiecałam jej podusie, to znaczy, że już zrezygnowała. Zebrałam się więc w sobie i siłą rozpędu, najpierw transfery, a potem szycie. Powstało kilka, reszta poczeka do poniedziałku. Wstążki też się robią, ale z doskoku i mało przybywa. Pogoda robi swoje, bo żal siedzieć w domu, a w obejściu zawsze jest co robić.
Te podusie już są.A te będą.
I ta też.
Plamka łapie każdy promyk słońca, ale czasami ucieka w cień pod drzewko. Właśnie skończyła roczek.




















