wtorek, 22 lipca 2014

Czerwone róże

a w rzeczywistości nawet bordowe. Zdjęć pstryknęłam kilka, obrazek wysłałam, a potem okazało się, że niewiele można wybrać. Cóż, pokażę co mam.




    Kiciuch poleciał razem z różyczkami.
    Upał daje nam się we znaki. Zero deszczu, rośliny wysychają, a zwierzaki nieżywe. Tak wyglądają ostatnie dni.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Uff, jak gorąco!

    To niezbyt sprzyjający czas na robótki. Żar się z nieba leje, nic się nie chce, do tego na blogach posucha, odwiedzających coraz mniej i jakoś tak cicho. Od wczoraj bawię się z figurką, żeby przypomnieć sobie i poczuć tę wolność w dłoniach. I chociaż Królowa Paverpolu jest tylko jedna   (Beatko, kłaniam się do stóp) to warto poeksperymentować i wyzwolić w sobie pokłady fantazji. Uwielbiam dotyk tkaniny, która pod wpływem mazi już sama toruje sobie drogę i podpowiada nam, co mamy robić. A potem tworzyć marszczenia, zakładki, słowem, fajnie można odpocząć. Dzisiaj wyszedł taki cudaczek.





     Zapewniam, że wszysko już jest tak sztywne, że żadne poprawki nie wchodzą w rachubę.

   Dzisiaj dostałam maila od mamy Mikołaja i od razu spieszę z  informacją do Was. Otóż do szpitala, w którym był Mikołaj, przybyli przedstawiciele fundacji Spełniamy Marzenia. Marzeniem Mikołaja była kąpiel w ciepłym morzu. I ku wielkiemu zaskoczeniu, pod koniec czerwca Mikołaj z mamą polecieli na Wyspy Kanaryjskie, na cały tydzień. Cieszę się ogromnie, że marzenie chłopca się spełniło, a najbardziej wzruszyły mnie słowa mamy, która napisała, że teraz jest spokojna, bo na konto wpłynęło tyle pieniążków, że mogą rezerwować kolejne turnusy rehabilitacyjne. Ten spokój rodzicom my też po części dałyśmy i teraz już na spokojnie mogę powiedzieć, że wykonałyśmy kawał dobrej roboty. Jeszcze dzisiaj wpłynęła kolejna kwota, za którą bardzo dziękujemy. Mikołaj przez trzy tygodnie będzie teraz w szpitalu w Bydgoszczy, a we wrześniu bardzo trudny czas, bo czeka go rezonans kontrolny. Wierzę, że będzie dobrze.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Miłość od pierwszego spojrzenia

    Nie mogło być inaczej! Kocurek czekał na Staśka i była to absolutna niespodzianka. Radość przeogromna i ledwo udało mi się zarejestrować pierwsze momenty. Babcia straciła koszyk na pomidory, bo kotki musiały wszędzie przemieszczać się ze swoim panem. Musiałam też popracować nad starym kotkiem, bo Staś stwierdził, że one od razu bardzo się zaprzyjaźniły. Starałam się jak mogłam, ale czas zrobił swoje.



                      Tutaj cała rodzina musiała rozmawiać szeptem, bo Staś usypiał kotki.

        Stary kotek po intensywnym praniu, ale przed naprawą. 100% miłości w jednym kotku.
    Bożenko, przez trzy dni koszyk z kotkami był zawsze w zasięgu ręki. Dałaś tyle szczęścia mojemu wnukowi, że brak mi słów. A wydawałoby się takie proste, pójść do sklepu i kupić pięknego, miauczącego, z kocią sierścią, ale uwierz mi, że nie byłoby takiej radości i miłości.

piątek, 11 lipca 2014

Przyjaciel?

    Dla mojego Staśka na pewno będzie. Wyobraźcie sobie moją bezradność, kiedy dzwoni do mnie mama i mówi, że zgubiła gdzieś wzór na kotka. Powiecie, że to żadna tragedia, ale dla Stasia straszliwa. Półtora roku temu prababcia zrobiła mu takiego biało-czarnego na drutach. Staś pokochał go bardzo intensywnie. Kolor biały upodobnił się już do tego czarnego, ale jak mogło być inaczej, skoro nie rozstawał się z nim ani na chwilę. Teraz był z nim razem w górach i aż strach myśleć, co z niego zostało. No i Staś poprosił o nowego, ale szarego, podobnego do Plamki z czerwonym noskiem. Rany! Przecież tyle rzeczy potrafię zrobić, ale kota z wełny nie. Mama bez rozpiski też nie da rady. Beznadzieja, kompletny brak pomysłu. I wtedy na ratunek przyszła Bożenka. Kilka prostych pytań, prośba o zdjęcia Plamki, trzy dni wielogodzinnej pracy i nowa Plamka siedzi przede mną. Jest prześliczna i skoro mam uśmiech od godziny na twarzy, to już czuję, co się jutro będzie działo jak przyjedzie Staś.


 


    Bożenka kojarzyła mi się z babcią i dziadkiem, to jej prace sztandarowe, z których i Wy ją znacie, chociaż potrafi zdecydowanie więcej.
     Od dzisiaj logo Bożenki i znak rozpoznawczy, to ten cudny kotek.
                                        Z Plamką od razu się polubiły.
    Przyjaciel? Na pewno, bo jest wtedy, kiedy go potrzebujesz. A to była strasznie ważna sprawa. Bożenko, dziękuję.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Chora na zieleń.

    Często Was zanudzam wycieczkami po moim ogrodzie, ale każdą z nas cieszy własny skrawek zieleni czy to za oknem, czy to na balkonie. Jest nam potrzebny jak powietrze i dlatego każda jego namiastka cieszy. Kiedy najbardziej kocham mój ogród? Ano właśnie wtedy:

    Różnokolorowe, widoczne z okna domu, stojące dumnie i kuszące pięknem. To moje ukochane. Ciągle kojarzące się z wsią.
    Uwielbiam, kiedy pierwsze lilie pokażą się na wodzie i mogłabym godzinami siedzieć w oknie i je podziwiać.
    Potem ta cudowna zieleń, która gości wszędzie, a między zielenią moje stworki. Wczoraj ciepło dokuczyło nawet Plamce. Miała ochotę na rybki złowione przez pana i panią, ale i ona się poddała. Piesek poległ znacznie wcześniej.






    Życzę Wam przetrwania w ten upalny dzień.

I ogromna prośba!!!
 Dziewczyny, czy któraś ma może rozpiskę jak zrobić kota na drutach, stojącego na czterech łapkach? Nie siedzący, nie leżący, ale właśnie stojący.  To ważne i pilne. Byłabym ogromnie wdzięczna.

czwartek, 3 lipca 2014

Kiciuchy

zdominowały mój czas. Po pierwszej próbie, takiej sobie, trzeba było popróbować i wziąć pod uwagę Wasze mądre rady. Każdy nastepny już fajniejszy. Teraz nastąpi mała przerwa, bo tworzą się różyczki, ale potem na pewno wrócę do szmacianek. Czy do kotków, to się jeszcze okaże.




niedziela, 29 czerwca 2014

Kotki, pieski

czyli z miłości do zwierząt. I można by rzec, że praca była miła i przyjemna skoro tak piękny temat, ale nic z tego. Wszystko pod górę. Kotek miał być z filcu, taki stabilny i kolorek był fajny, ale ogonek trochę chudy i kłopoty z przewróceniem na drugą stronę pojawiły się na samym początku. Trzeba coś wymyślić, bo dwa uszkodzenia bardzo widoczne. Piesek mały i też poprzewracać na prawą stronę to nie lada wyzwanie. Duży natomiast jakoś nie za bardzo podobny był do kota, ale jak już go przyodziałam to wyszła panienka jak się patrzy. Trochę ma z myszki i następną trzeba bardziej upodobnić do kotka.
Oto cała rodzinka.