niedziela, 19 października 2014

Staruszka ramka

którą niedawno dostałam, jakoś nie mogła się przebić przez moje pomysły. Był w niej obrazek z zasuszonymi roślinkami. Ktoś kiedyś rzetelnie przyłożył się do jego wykonania, bo kompozycja była całkiem, całkiem. Roślinki z biegiem czasu pokruszyły się z lekka, więc trzeba było pokombinować. Oczywiście pomyślałam o wstążkach, ale każdy projekt upadał. Zdecydowałam się w końcu na róże, kremowe, leciuteńko podmalowane. Może jeszcze troszeczkę podmaluję liście, ale przekonania nie mam, więc nie tykam ich.


 
    Ramka nie jest duża, więc starałam się, aby jej całej nie zapełnić. Dla porównania wielkości z poprzednimi pracami.
                                         Suszone roslinki wykorzystałam do ozdoby świec.

piątek, 17 października 2014

Zawsze w październiku wracam do wstążek

i chociaż w międzyczasie coś tam zrobiłam, to dopiero teraz sprawia mi to prawdziwą frajdę. Mnóstwo pomysłów chodzi gdzieś tam po głowie, teraz tylko usiąść i robić.
    Zdjęć będzie sporo, ponieważ chcę Wam pokazać jak bawiłam się kolorem. Staram się go nie nadużywać, bo cały czas powtarzam, że wstążka sama w sobie jest słodka, dodawać jej słodyczy, to tak, jakby ją kaleczyć. Chcę być przykładem, że wstążkę da się ogarnąć, że można z nią zrobić prawie wszystko, ale bardzo łatwo można osiągnąć kicz. Nie mówię, że mi się to nie zdarza, ale pracuję nad tym ładnych kilka lat i staram się unikać błędów. Nie może być podkładem materiał śliski, świecący, bo wstążka jest właśnie taka i w zetknięciu się ze sobą powoduje, że bolą oczy. Trzeba też uważać na dobór kolorów, ale to już rzecz smaku i gustu.
     Nawymądrzałam się trochę, ale wstążka to moja miłość, moja pasja, a uwagi i spostrzeżenia nabyte w ciągu lat  naprawdę warto zastosować. Może komuś pomogą inaczej spojrzeć na haft wstążeczkowy i uniknąć błędów.
   Dzisiaj moja jesień. Jesień, która w tym roku zupełnie mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, bardzo łaskawie na nią spoglądam.





          A ten kocyk pod Plamką, to mój kubraczek, który Plamka w bezczelny sposób przejęła.

wtorek, 14 października 2014

Dzisiaj zapraszam tylko kociary

bo dla pozostałych będą nudy. Powstała podusia z Plamką dla Stasia. Innego motywu być nie mogło, wiadomo. To nie była zaplanowana praca, ale obracałam się dzisiaj w temacie transferów i szycia, i tak się potoczyło. Były też inne prace, ale o nich za jakiś czas, aż dotrą tam gdzie trzeba.



                                      Siłą rozpędu jeszcze zakładka, wiadomo, z  Plamką.

                                                            I woreczek do orzechów.


poniedziałek, 13 października 2014

Z dystansem i z humorem

    Tytuł asekuracyjny, bo za chwilę musiałabym się  tłumaczyć. Temat, jakby nie patrzeć, dziwny. Zresztą czy to tłumaczenie wiele by dało? Sama nie wiem. Znalazłam niedawno w necie cudną grafikę (pojęcie względne) i nie bardzo wiedziałam jak i do czego ją zastosować. Mleka nią nie udekoruję, a do niczego więcej mi nie pasowała. Tak mnie zauroczyła, że  nie mogłam spokojnie usiedzieć. I nagle olśnienie! A co, kawki z mlekiem nie ma?!  I już był słoik, a za chwilę następne, bo inne grafiki znalazły się przy okazji.


     Nie mogłam więcej tych piękności wykorzystać na słoiku, więc powstała zakładka do książki. Prawda, że buzia sama się uśmiecha?
    I żeby nie było, że coś się ze mną nie zgadza, to powstała taka prawdziwa, normalna zakładka, bo i grafika jak najbardziej tu odpowiednia.
                      Plameczka bardzo chciała się dzisiaj pokazać, nie mogłam jej odmówić.



wtorek, 7 października 2014

Wszystkiego po trochu

Zacznę od najważniejszej informacji, ponieważ obiecałam, że za jakiś czas napiszę, co u Mikołaja. Czekaliśmy na wrzesień, bo wtedy były badania i ocena tego, co jest na dzień dzisiejszy. Dostałam maila od mamy Mikołaja, którego za jej zgodą zamieszczam:
"Dzięki, wszystko ok. ;) Doktor w poradni powiedziała, że wszystko dobrze, dała skierowania na następne badania i do zobaczenia w grudniu. Teraz troszkę jeździmy - optometrysta: też jest lepiej, bo gałkom ocznym zachciało się odrobinkę mocniej ruszać; niestety doszły okulary, ale to przecież nic strasznego; Miki wybrał sobie takie super oprawki i jest jak na razie zadowolony ;) urolog: nadal na lekach, ale pęcherz też zaczął trochę lepiej pracować także pozytywnie; przed nami foniatra,
neuropsycholog i poradnia immunologiczna; cieszę się, bo udało się załatwić logopedę w poradni co 2 tygodnie, a to jest bardzo Mikuchowi potrzebne; ostatnio złapało go małe przeziębionko, ale obyło się bez antybiotyku; w październiku kolejne szczepienie, to go, mam nadzieję, uchroni przed infekcjami;

To tyle, czasami mam już dosyć tego jeżdżenia, ale szybko mi przechodzi, kiedy sobie pomyślę ile szczęścia mamy... Dociera do mnie tyle złych informacji od znajomych ze szpitala z naszego oddziału, że najpierw sobie popłaczę, a potem zagryzam zęby i cieszę się z tego, co mamy..."

    Ja też się bardzo cieszę, bo do tej pory otrzymuję wiele maili z pytaniami o zdrowie Mikołaja.

    A u mnie nadal robótkowo. Na pierwszy ogień wianek żołędziowy, do tego trochę szyszek, buczyny i jest.

               Tu jeszcze w trakcie pracy.


    Słoików miałam już nie pokazywać, no bo ile można, ale dostałam od mamy suszone zioła i nie chciałam ich pakować do woreczków, więc wymyśliłam takie słoiczki. 
     P.S. Aniu, pamiętam o mięcie, tylko słoiczek miętowy muszę przygotować!


          I na koniec  moje ulubione zajęcie.


          A w październiku z kart kalendarza będzie nas budził swoim uśmiechem wnusio Staś.
      Tak więc dzisiejszy post to moja  jesień w przekroju.

środa, 1 października 2014

Coraz częściej

pytacie mnie o transfery i  o postarzanie płótna. Wielokrotnie pisałam już o tym i nic w zasadzie nowego nie wymyśliłam. Jedynie co fajnie mi ostatnio wychodzi, to łączenie kilku transferów na jednym kawałku. Myślę, że ciekawiej to wygląda i daje dużo możliwości różnych kombinacji. Ostatnie moje słoiki już dawno wybyły, mało tego, musiałam opróżniać swoje, żeby obdarować chętnych. Posiedziałam więc dzisiaj, żeby był mały zapasik, a kombinacje wyglądają tak:
          Tu nałożyłam na płótno cztery transfery
         tu też kombinacja trzech transferów.
A te już znacie:
    Zamierzam słoiki odstawić na półkę do letniej kuchni i trochę poszyć, bo jak się obiecało, to trzeba się zabrać do pracy

poniedziałek, 29 września 2014

To nie na złość jesieni

    A skądże! Za oknem cudne słońce, można spokojnie popracować na tarasie, nacieszyć się piękną pogodą. A dlaczego przebiśniegi?  E, to tak zwykle u mnie bywa -  potrzeba chwili. Płótno już dawno przygotowane, wymalowane i pierwsza myśl, że to będą przebiśniegi. Wiem, do wiosny daleko, ale gdyby co, albo przyszłaby zbyt wcześnie, to ja już jestem przygotowana.


     Wczoraj z lasu naprzynosiłam żołędzi na nowy wianek, dzisiaj trzeba jeszcze trochę nazbierać, bo marzy mi się taki żołędziowy.
    Przed chwilą zauważyłam, że mój wiszący rozmaryn piękne zakwitł, to pewnie w podzięce za to, że go nie obcięłam.
             A moja kolekcja wzbogaciła się o kolejne magnesiki. Marylko, jak zwykle, dziękuję!