czwartek, 10 października 2019

Kolejny słodziak

W końcu wróciłam na właściwe tory, a zaczęłam od porządków w pracowni, bo już upychałam wszystko, gdzie się dało, a potem był problem ze znalezieniem czegokolwiek.
Wczoraj ukończyłam  mojego słodziaka

A stojaczek też od Reni

Trochę wcześniej była poduszeczka na obrączki. Bardzo delikatna, bo każda wstążeczka malowana ręcznie.

I na zakończenie kolejne prezenty od Reni
Fantastyczna półeczka do pracowni
I kolejne pudełeczko w stylu prowansalskim. Jedno dostałam wcześniej. Teraz drugie
A wracając do moich porządków, to zrobiłam kilka transferów i duże słoiki po kukułkach mają już nowe przeznaczenie
W Pepco kupiłam stojaki w kratkę, powiesiłam na nich mulinkę i wszystko jest pod ręką.
Dziękuję za komentarze pod ostatnim postem, a teraz biegnę zobaczyć co u Was.

niedziela, 6 października 2019

Dopiero

wakacje się skończyły, oczywiście dla mnie, bo dom niedawno opustoszał, ostatni goście wyjechali i teraz dopiero powstają robótkowe plany. Sporo rzeczy zrobiłam, ale nie było mi po drodze z komputerem i pokażę tylko to, co udało mi się pstryknąć.
Na początek słodziutkie syrenki, które robiłam hurtowo



A w sierpniu powstały ślubne tildy. Pudełko zrobiłam pod wymiar
I duży misiaczek też powstał

A dwa tygodnie temu zagościła u nas Renia z Rafałem. Cudowne spotkanie, bo z cudownymi ludżmi. Jeśli chcesz złapać choć trochę pozytywnej energii, to koniecznie spotkaj się z Renią. Oczywiście było mnóstwo prezentów, bo Renia inaczej nie potrafi i mało tego, tona przetworów, wspaniały placek, mnóstwo owoców i  mogłabym  tak jeszcze długo, długo. To, co pokażę, to pewnie jedna tysięczna tego, co dostaliśmy. Dzięki Reniu, jesteście niesamowici. To cudownie patrzeć na kochające się małżeństwo, w którym czuć ciepło i miłość.

Młynek do mojej kolekcji i naleweczki.
Przydasie, które zawsze mnie cieszą


Dzięki Reniu, dzięki Marysiu za babeczkę!
 Miłej niedzieli.

wtorek, 13 sierpnia 2019

Zebrane do kupy

I znowu minął miesiąc.  Obiecałam sobie, że  będę tu częściej, ale wyszło jak wyszło. To może od początku. Najpierw był urlop. Cudowny, wymarzony i jak tylko pojawiła się taka możliwość to od razu padło na ukochane Tatry. Naszą radość od razu zweryfikował dojazd do Zakopanego. 9 godzin  podróży to nic, byliśmy tak szczęśliwy że po tylu latach znajdziemy się w ukochanym miejscu, że nic nam tej radości nie zmąciło. Zakopianka w cztery i pół godziny to też nic. 
   Chłonęliśmy pełną piersią widoki, codziennie łaziliśmy po górach, szczęście pełną gębą. Po paru dniach przyszły pierwsze refleksje. Jak fajnie, że w górach, mimo sezonu, nie ma tłoku, że ludzie tam przyjaźni, jakby inni, że atmosfera taka, jak przed laty. To był ten miód. A niżej, w samym mieście, inny świat. Nikt nam nie kazał chodzić po Krupówkach i teraz marudzić, ale ogarnął nas wielki smutek. Wszędzie zalew chińszczyzny. Kupno jakiejś lokalnej pamiątki naszym maluchom, graniczyło z cudem. Przez cały czas naszego pobytu ani razu nie widziałam nikogo, kto sprzątałby własną zagrodę, a wszystko zarośnięte i smutne. Gdzie to nasze Zakopane?
   Cieszymy się bardzo, że tam byliśmy, bo dorośliśmy w końcu, aby pożegnać nasze ukochane góry.      Czas na nowe miejsca i nowe poznawanie.
A żeby pokazać jak bardzo nam się ten urlop należał, dodam, że telefon tuż przed Krakowem odmówił  posłuszeństwa. Zero kontaktu, nic, cisza. Chyba tak miało być. 
Przed wyjazdem i po, były jednak robótki.




Na żyrafkach się zatrzymałam i powstał ich cały kosz.

Nowe słoiczki jak zwykle
Do miłego usłyszenia.

Kochany Mamelku! Dzięki za wszystkie rozmowy, za pamięć. To dla mnie wielka radość, że zawsze pamiętasz!

poniedziałek, 8 lipca 2019

Długo myślałam

zanim w końcu usiadłam i uszyłam. Pinokio w moim wydaniu! Przerażał mnie ten nos, ale nie taki diabeł straszny. Szyło się fajnie, bez żadnych komplikacji.
A z tyłu to nie lampa, tylko wymyśliłam taki stojak na te wielkie szpule wełny.


Kolejny igielnik ślimakowy też musiałam zrobić

A w kolejnym poście pokażę słoniki, którymi zaraziła mnie Anielska Szpuleczka i dzięki niej one powstały. Cała gromadka.
Beatko, wszystkie skarby, to dary od dziewczyn i moich bliskich. Ja to wszystko zbieram i zawsze jest ten czas, kiedy się przydają
Dziękuję za wszystkie komentarze i miłego tygodnia!.

poniedziałek, 1 lipca 2019

To był ostatni dzwonek

na lawendę, a przecież lawendowe panienki znowu potrzebne. Zerwałam co mogłam, ususzyłam i pierwsza już jest, druga i trzecia też powstają.



Moje  postarzane igielniki też powstają, ale to wszystko w międzyczasie, bo czekają mnie nowe wyzwania i trzeba to wszystko pogodzić.


Niedługo najazd wnucząt, więc muszę ukończyć wszystko, co trzeba. 

czwartek, 27 czerwca 2019

A Pani Szczurkowa

to żadna tam dama. Co prawda szyk i elegancja w domu i zagrodzie być musi, więc własnie w takim to anturażu podąża do ogródka podlewać swoje kwiatki. Kocha wszelkie przydomowe robótki, tym bardziej, że Pan Szczurek jest rzadkim gościem w domu i ktoś to musi zrobić.




Synek Michałek też lubi ogrodowe porządki, wiec z samego rana udał się do sklepu i w plecaczku od Bożenki i kieszonkach, niesie wszystkie potrzebne narzędzia.


Dziękuję za wszystkie komentarze i życzę miłego weekendu.
P.S. Wczoraj moje zwierzaki przeleżały cały dzień na tarasie. Nie było zadnych bójek i ścięć, po prostu padły.

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Pan Szczurek

Wyobraźcie sobie, że w trakcie porządków znalazłam malutki kapelusik, cylinder. Taki jak to kiedyś nosili Starsi Panowie Dwaj. Dumałam i wpadł mi do głowy pomysł szczurka. Nigdy go wcześniej nie szyłam, więc tym bardziej ruszyłam z zapałem do pracy. Tak się zamotałam w tej pracy, że nie zauważyłam, ze zdjęcia zrobiłam bez głównego sprawcy czyli kapelusika. Zaraz dołączę zdjęcie. 


Tu widać długi ogonek
I już kompletny
Chwaliłyście cudowne zwierzaczki w kieszonkach moich owieczek. To wszystko dzieło Bożenki za które bardzo dziękuję.
A na koniec nasz kochany staruszek, który zawsze mnie rozczula, kiedy wszystkie cztery łapki upycha pod głowę.
I tegoroczne zbiory lawendy.
Miłego tygodnia!