niedziela, 1 marca 2015

Co tu zrobić, co tu zrobić

kiedy wydarzy się małe nieszczęście? Żal wyrzucać, bo tyle pracy kosztowały Zostawić? Nie, nieładne. No to trzeba ruszyć głową. Moja poszła od razu w jednym kierunku czyli stłuczone kieliszki i piękne nóżki, które wiedziałam, że się za jakiś czas  przydadzą. Teraz mam super elementy do dekoracji. Jak będzie wyglądał efekt końcowy, nie wiem, ale pomyślę i pokażę. Na razie rosną piękne grzywy, które ulegną konsumpcji, a przed świętami zasieję nową rzeżuchę.




    Moje ostatnie zakupy to stary, piękny, wiklinowy kosz na bieliznę. Lokator zaraz się znalazł, trzeba było użyć siły.
      I cały pęk kluczy, z którymi coś teraz muszę zrobić.
    Już dwa razy zapomniałam i teraz byłoby to niewybaczalne. Otóż na blogu Klimaty Agatty zapisałam się na candy, niestety, banerka nie moge pobrać, bo tak nagmatwałam, że nic zrobić nie mogę, ale obiecałam, że wspomnę w moim poście. Zapisujcie się, bo piękna lala czeka.

sobota, 28 lutego 2015

Drugie podejście

i wpadłam jak śliwka w kompot. Zanim to drugie podejście nastąpiło, prawie dwa lata z niechęcią myślałam o siatce hodowlanej. Pamiętam moje pierwsze nieudane próby i jak wtedy zarzekałam się, że już nigdy, ale wpadła do mnie koleżanka i przywiozła małe metalowe kółko. Od razu pomyślałam o kloszach na taras, tym bardziej, że w moich zasobach znalazło się też duże koło. Siatki było niewiele, ale został ten stary nieudany klosz. Zaraz zabrałam się do pracy i tylko żałuję, że nie mam więcej siatki, bo zakloszowałabym wszystko dookoła. Dziękuję Ulencji, która cierpliwie odpowiadała na wszystkie moje pytania dotyczące montażu.No to już pokazuję.




    Mały klosz powstał ze starego już zgniecionego, stąd jego uroda trochę wątpliwa, ale przecież musiałam wykorzystać małe kółko.

    Wiem, że następnym razem trzeba parę szczegółów poprawić, ale teraz czekam na dostawę siatki.
    Po czarnym transferze spróbowałam kolorowy. Wychodzi, ale nie porywa. Kurki są transferem, natomiast cała reszta, to radosna twórczość własna. Niby wszystko jest ok - transfer udany, ale wiem, że nie bedę tego praktykować. Może komuś spodoba się na tyle, że zechce spróbować, wtedy służę pomocą.

    Bardziej spodobały mi się malutkie kurze pisaneczki. Trochę je potraktowałam wiertarką, a potem połączyłam w dekoracyjny wianek. Bardzo jestem ciekawa Waszego zdania.




    Wszystkie latarenki na tarasie, które miały jakieś braki, otrzymały siatkę, zamiast szyby czyli porządki na tarasie rozpoczęte.


       To nie wszystko, ale nie chcę Was zamęczyć. Cdn. Miłego weekendu.

wtorek, 24 lutego 2015

Tutorial - transferowe jajo

    Dzisiaj będzie jajowo czyli ciąg dalszy w temacie pisanek, a następnie obiecany kursik.







    Razem ze Stasiem przygotowaliśmy mały kursik na wykonanie transferowego jaja. 
Krok pierwszy: pomalować wydmuszkę farbą akrylową. Następnie wydrukować grafikę, koniecznie z drukarki laserowej. Jeżeli jest napis, to wydruk lustrzany. Jak widać na załączonym zdjęciu, grafikę wybrał Staś.
     Smarujemy obrazek trzy razy, za każdym chwilę czekając aż przeschnie.
    A to potrzebny preparat
    Przykleić do jaja, mocno dociskając. Zostawić do wyschnięcia najlepiej całą noc.
    Po tym czasie lekko zwilżyć obrazek i delikatnie rolować paluszkami papier. Pozostanie na jajku sama grafika.
     Po starciu pierwszej warstwy, pozostawić na pól godzinki i dopiero potem zetrzeć do końca, zwilżając cały czas palce. Uchroni to grafikę przed uszkodzeniem.
    Polakierować i po pierwszym lakierowaniu można szczoteczką do zębów ochlapać farbą.
Teraz znowu lakierowanie, lakierowanie, lakierowanie....Kiedy nie miałam preparatu, zamiennie stosowałam klej wikol.
Przed wyjazdem do domu, dzieci zaplanowały  pieczenie ciasteczek. Foremki były od Bożenki, kolorowy cukier od Gosi i dawaj! Cały kartonik został zapakowany dla rodziców, dla dziadka odłożone trzy na posmakę, a następnym razem będą mufinki.
    Przerobiłam też stare wiaderko po karmie dla psa, które służyło mi na podręczne śmieci w trakcie moich robótek. Teraz nawet śmieci będą wyglądały ładnie.

    I siłą rozpędu kartonik na mulinę.
    A jak już miałam pod ręką szablon i farbę do tkanin, to jeszcze machnęłam podusię.
    Od wyjazdu dzieci minęło parę dni i jakoś cicho i smutno się zrobiło. Pomimo tego, że akurat w czasie ich pobytu dopadło mnie choróbsko, to dumna jestem z chłopaków, że tak pięknie dawały sobie radę, kiedy babcia ledwo żyła.

wtorek, 17 lutego 2015

Czarno na białym i wiele różności.

    Jak już pisałam maluchy mają ferie. To ostatnia grupa, która korzysta z wypoczynku. Dom przypomina wielki plac budowy, a więc terytorium realizacji wszelkiego rodzaju pomysłów. Jest więc ogromny market, restauracja, mam nadzieję, że hotelu nie zdążymy postawić, bo zwierzaki uciekną z domu gdzie pieprz rośnie. Oprócz tego trwa realizacja pomysłów z doskoku. Korzystam z chwil, kiedy dziadek włączony jest do akcji i działam falami. Powstała tabliczka transferowo-dekupażowa,

a także pierwsza próba wykorzystania szablonu. Potrzebna była oliwkowa poducha i taki kolor jest w rzeczywistości (na zdjęciu wyszedł jakiś dziwny). 

     Dzieciaki, zachwycone transferowymi jajami, zrobiły prześliczne i zabiorą je do szkoły i  przedszkola.
    Samolot powstał we współpracy z dziadkiem, a zamek obronny zrobiły same. Planów na jutro nie mamy, bo jak znam życie  będzie bardzo dużo pomysłów.


                                      Generalne porządki zaplanowane po wyjeździe dzieci.