wtorek, 14 listopada 2017

Mośki dwa!

A może lepiej - dwaj braciszkowie. O rany! Ale tu jest pracy! Może to wielkość, a może detale powodują, że tak długo to wszystko trwa. Do tego jakaś rutyna, bo niby wiesz jak robić i  jedziesz. A kiedy sweterek zszyty, wykończony i ubierasz na skrzata, o kurczę! rękawy za krótkie! Przecież takie robię na łosie, a one o połowę mniejsze. Ufff, Prucie to najgorsza rzecz na świecie. Nienawidzę. 
Ale są gotowe i za momencik idą w świat.




Taki kosz wypełniacza na jednego skrzata!
Miłego tygodnia! Dziękuję za wszystkie komentarze i ciepłe słowa dla Antka.

czwartek, 9 listopada 2017

Łosie, wszędzie łosie!

Antek pojechał do domu, ale przedtem dokończył swoje łośki.  Kroił materiały, zszywał, wypychał, doszywał części i w końcu jego  dzieło zostało ukończone. Zawsze z podziwem obserwuję z jakim zapałem i precyzją robi wszystko, za co się weźmie. Sweterki dostał w prezencie, natomiast cała reszta to już jego praca. I przysięgam - spodnie też uszył sam.




Stworzyliśmy też naszego autorskiego łośka. Trochę było z tym zabawy, bo to nie takie proste, ale po paru poprawkach powstał taki oto zwierzaczek.




Bardzo dziękuję za komentarze pod ostatnim postem. Choróbsko mnie zmogło i nie miałam siły nawet odpisać. Obiecuję poprawę.

sobota, 4 listopada 2017

Kiedy dzieci chorują

nie ma zmiłuj. Trzeba ruszyć głową, bo przecież  przyjechały na cztery dni, a wyszło ich jedenaście.  Trzeba było opracować jakiś "gryplan".Paskudne zapalenie płuc przytwierdziło Antka do łóżka i kiedy było lepiej zaczęliśmy działać. Staś był budowniczym, a więc powstał na środku pokoju wielki dom, Antek leżał w łóżku i przygotowywał niespodzianki na święta.   O tym wszystkim następnym razem.

Pisałam już, że jestem w trakcie warsztatów. Przynajmniej musiałam wrócić do haftu wstążeczkowego i przygotować kolejne prace, I znowu moja ukochana lawenda.


Antek przygotował obrazek dla babci Eli
I wszystkie razem

Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim postem. Przepraszam, że nie na wszystkie odpowiedziałam, ale mam nadzieję, że kiedy dzieciaczki we wtorek odjadą, zacznę to wszystko ogarniać.

wtorek, 24 października 2017

I tak jak wspomniałam

czas na reniferki już nastał. Były grubiutkie, były chudziutkie, a dzisiaj pokażę Wam wesołą rodzinkę. Do ostatniego dołączył braciszek, a może nawet brat bliźniak

i siostrzyczka

w cieplutkiej sukience w reniferki


To efekt bezsennych nocy. Pozdrawiam Was cieplutko, dziękuję za komentarze i wszystkim czekającym na wstążki, obiecuję, że też będą wkrótce

wtorek, 17 października 2017

To mnie uspokaja

wycisza, ogromnie cieszy i muszę je szyć! Sylwia pozytywnie mnie zaraziła i cały czas kiełkują w głowie kolejne szmacianki. Nowe reniferki w świątecznych sweterkach. Pierwsze, ale w kolejce następne. Przecież okres przedświąteczny już się zaczął, przynajmniej dla rękodzielników. Jestem ciekawa, co u Was na warsztacie?




Miłego tygodnia!

czwartek, 12 października 2017

Rozpoczęłam cykl warsztatów

i przygotowania do nich pochłaniają mi cały czas. Dzięki nim wróciłam do wstążek i z ogromną przyjemnością wykonałam dwa obrazki: lawendę  i różyczki



A moje panie, tak cudownie wykonały swoje prace, że jeszcze dzisiaj z zachwytem wspominam ich zapał i chęć poznania wszystkich tajników haftu wstążeczkowego.



Prawda, że piękne?
A poniżej na warsztacie lawenda.




Pozdrawiam wszystkie Panie i Dzieciaczki.

czwartek, 28 września 2017

Ciąg dalszy

świątecznej kolekcji. Reniferki -  mały i duży. Czerwono - białe, bo bardzo pasują mi do zimowych świąt. Mam w planie beżowo - białą kolekcję, ale nie wiem czy zdążę, bo teraz nastąpi przymusowa przerwa.





U nas dzisiaj przepiękna pogoda, świeci słońce, więc  trzeba ją wykorzystać w ogrodzie

środa, 27 września 2017

Benek i kolejne próby serowarskie

Tyle razy chciałam takiego skrzata i na chceniu się kończyło. Nie było wykroju i chyba też strach przed czymś tak dużym oddalało mnie od realizacji marzeń. Na pomoc przyszła Anielska Szpulka, od której dostałam wykrój, no a wtedy to już nie było wyjścia. To początek mojej świątecznej kolekcji. Wkrótce kolejne szyjątka.







A w mojej kuchni kolejne eksperymenty. Tym razem to ser z podpuszczką. Szalenie mi się to spodobało, bo serek przepyszny, a z serwatki i mleka zrobiłam serek podobny do ricotty. Może go zrobić laik,  jedyny problem to mleko prosto od krowy, do którego ja mam dostęp, reszta to już prościzna. Za to smak niepowtarzalny. Na pewno będą kolejne próby i serek zagości u mnie na stałe, tak jak twarożek z jogurtu i chleb na zakwasie. Ser jest podobny w smaku i wyglądzie do korycińskiego.


Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim postem. Obiecuję, że wkrótce będą wstążki.