Trzeba było zalepić dziurę w murze, przez którą myszka wędrowała sobie do domku, a z pozostałej zaprawy spróbowałam to, co już kiedyś chodziło mi po głowie. Nadarzyła się w końcu okazja. U mnie było to jednorazowe, ale Antek pracował całą niedzielę i trudno go było oderwać. Dokończy jak wróci kolejny raz. Prace będą już dobrze wysuszone.
Zobaczcie, co wyszłoTrochę wcześnie powstały saszetki lawendowe. Frywolitka od Olki.
Miłego tygodnia. Ja zmykam, bo teraz nastąpi czas na wstążki.





