Zawsze obiecujemy sobie, że częściej i więcej, a wychodzi jak wychodzi. Plany były wielkie, a w końcu, w wielkim pospiechu, udało nam się sklecić jednego gnomka. Najważniejsze, że Beatka - Ataboh z Artystycznego Bohaczykowa dotarła. Nie miało być gadania, tylko robótki i gadanie. Tak, tak, w takiej kolejności. Nie dało rady. Ostatnia godzina naszego spotkania to był prawdziwy sprint. Beatka tworzyła, ja biegałam od garów do stołu, w międzyczasie robiłam zdjęcia, bo przecież obiecałyśmy kursik, kleiłyśmy na dwie ręce, ale się udało. Gnomek zrobiony, Beatka nakarmiona pojechała na zajęcia z dziećmi, a ja posklejałam moją sierotkę, ogarnęłam chałupkę i stwierdziłam, ze cudowne są takie spotkania, tylko dlaczego ten czas tak szybko minął?
A oto mój maluch. Ciężko mi było w tej ciemnicy zrobić dobre zdjęcia, więc wybaczcie jakość.
Teraz popracuję nad kursikiem, bo trzeba wszystko uporządkować, dorobić zdjęć. Chcę Wam jeszcze pokazać prezenty od Beatki, żałuję, że nie zrobiłam zdjęć jej prac, które do mnie przywiozła, a które bardzo chciałam zobaczyć. Ja na żadne prezenty się nie siliłam, bo też niczym nie byłabym w stanie jej zaskoczyć. Jest tak zdolna, tak kreatywna, tak doskonała, że spokojnie, bez żenady możecie mi zazdrościć. Wiem,@ jestem, tak powiedziałby Bożenka i ja to z pełną świadomością powtarzam. Mam tylko nadzieję, że moje przydaśki sprawiły jej przyjemność.
A to maluszek Beatki. 


