poniedziałek, 16 września 2013

Hafty Blue-Ani - ciąg dalszy.

    Aneczka naprawdę uszczęśliwiła mnie przepięknymi haftami. Uszyłam ostatni fartuszek, a wszystkie z kieszeniami na przydasie


 i zostały mi jeszcze trzy hafciki. Moje maluszki bardzo często jeżdżą z rodzicami, więc pomyślałam, że przydadzą im się woreczki do samochodu na picie i jakieś ciacha. Dla Helenki, ponieważ ma dopiero półtora roczku, zrobiłam bardziej torebkę, żeby nie musiała męczyć się ze sznurkiem. Pomiędzy dwie warstwy materiału wszyłam gąbkę i przepikowałam, żeby się nie przewracała. Rączki tak samo usztywnione.



    Chłopaki dostaną woreczki. Kieszonki na papiery, albo zabawki.






    Zabrakło mi jednego hafciku i dla Antosia muszę wykombinować coś innego. Dla mnie powstała zakładka, bo sówkę od Ataboh dostał Antek. A od Janeczki jedną podkradł mąż, drugą mam na stałe w moich przepisach.


    To są zdjęcia, które uwielbiam czyli Plamka podczas leniuchowania.


     To tyle, zmykam do ogrodu.

piątek, 13 września 2013

Hafty Ani w nowej odsłonie

    Oczywiście Blue-Ani. Troszkę mi się ich uzbierało, czekały na swój czas, aż nadszedł moment, kiedy z wielka radością zabrałam się za nie. Wiem, ile pracy i serducha włożyła Ania w ich wykonanie, więc chciałam, żeby znalazły stosowne miejsce. Od dwóch dni bawię się w szycie fartuszków dla wnusiów, ale to nie wszystko. Każdy haft ma już przeznaczenie i wkrótce pokażę resztę gotowych prac. Teraz fartuszki dla Helenki, Stasia i Antka. Staś od kotków jeszcze musi poczekać.







    I coś dla mnie - lawendowe pudełko.



    A to mój ulubiony hafcik z pszczółką.


    Przez półtora roku tyle haftów udało mi się od Ani uzbierać.


    Poprawiłam moje dwa ostatnie obrazki, wzmocniłam trochę tło i dohaftowałam roślinki.


    Wczoraj otrzymałam cudowną pakę od Jenouvelle, a w niej mnóstwo materiałów. Różniastych. Z radości wszystkie poukładałam na półkę i zapomniałam o zdjęciach. Madziu, z całego serca bardzo Ci dziękuję.

wtorek, 10 września 2013

Dla Magdy

    U mnie jak zwykle, za ciosem. Ostatni post to poduszki i  transfer, a potem to już dalszy ciąg produkcji.  Madzia - Jenouvelle poprosiła mnie o kilka transferów na notesy, no to się rozhuśtałam i skończyłam po paru godzinach, jak już zaczął padać deszcz. Ostatnio świadczymy sobie z Madzią różne koleżeńskie usługi, więc obydwie strony szalenie zadowolone. Do tego po ostatniej wymiance rozgadałyśmy się telefonicznie i baaardzo polubiłyśmy.






Madziu, cały stół dla Ciebie.



 Cudowny kotek od Joasi z Mixa robótkowego jest już u mnie. Dziękuję za kotka, robótki i kawusię.

  

niedziela, 8 września 2013

Przy maszynie

i transferach spędzam czas, bo skoro córcia  nawet nie przypomina mi, że obiecałam jej podusie, to znaczy, że już zrezygnowała. Zebrałam się więc w sobie i siłą rozpędu, najpierw transfery, a potem szycie. Powstało kilka, reszta poczeka do poniedziałku. Wstążki też się robią, ale z doskoku i mało przybywa. Pogoda robi swoje, bo żal siedzieć w domu, a w obejściu zawsze jest co robić. 
    Te podusie już są.





A te będą.

    I ta też.

    Plamka łapie każdy promyk słońca, ale czasami ucieka w cień pod drzewko. Właśnie skończyła roczek.


poniedziałek, 2 września 2013

Czy pamiętacie Anię z Zielonego Wzgórza

i Tajemniczy ogród? To właśnie z nim skojarzyła mi się moja praca. Trochę tajemniczo i kwieciście. Coraz trudniej wykonać dobre zdjęcia i od wczoraj mam z tym totalny problem. Wyskoczyłam na taras i w deszczu wyszły takie w miarę. W domu nie ma szans, żeby zrobić jako takie. Wczorajszą ramkę lawendową już poprawiłam, bo za dużo było żółtego. Dzisiaj zrobiłam taką bez wariacji i  świetnie pasuje.






    U nas pada od rana i już zaplanowałam sobie najbliższy tydzień. Chyba wpadam na właściwe tory, bo robota pali mi się w rekach. W końcu nadrobię robótkowe zaległości. 

niedziela, 1 września 2013

I znowu lawendowo

   Zapewne niektórzy odczytają moje roślinki jako wrzosy, ale co tam. Od czego wyobraźnia. Kłopoty jak zwykle ze zdjęciem, ciągle było coś nie tak.  Muszę dołożyć odrobinę żółci pod donice, bo trochę jej w ramce i ma się na razie nijak.  Pracowałam i nad ramką i nad obrazkiem cały tydzień i oprócz bzów żadna praca nie pochłonęła mi tak wiele czasu. Były też spore przerywniki, bo nadrabialiśmy drobne zaległości domowe typu konserwacja, malowanie, ciecie, itp. Porządki też zrobione, no i wizyta wnucząt, wszystko poza mną. 





   Powolutku jesień zagląda do naszych ogródków, u mnie rozpanoszyła się na tarasie. Nie przepadam za nią i nie będę zachwycać się jej kolorami, chyba, że w lesie pojawi się sporo grzybów, to spojrzę na nią łaskawiej.

    Migawka z mojego podwórka. Żałuję, że sekundę później mój aparat nie uchwycił błyskawicznej akcji, ale wszystko skończyło się dobrze. 


   Tak jak obiecałam, jest sprostowanie. Otóż, kiedy prezentowałam przepiękne hafty Blue-Ani, wkradł się brzydal-chochlik i przewrócił mi hafcik na lewą stronę. Gdyby nie sama twórczyni tego haftu, nikt nie zorientowałby się, że coś jest nie tak. To naprawdę świadczy o mistrzowskim wykonaniu prze Aneczkę.