sobota, 23 listopada 2013

I u mnie zrobiło się swiatecznie

    Musiałam zrobić sobie przerwę od moich prezentowych robótek, bo stwierdziłam, że mam je robić z przyjemnością, a takowa własnie mi minęła. No to na tapetę ozdoby świąteczne. Cudnie odpoczęłam i teraz mogę kończyć resztę.








    I powstał mój pierwszy śpioszek. Wzięłam najprostszy wzór jaki był dostępny i zgodnie z instrukcją uszyłam moją pierwszą Tildę. Słowo Tilda pewnie za wielkie na to dzieło, ale dobrnęłam do końca, wiem co następnym razem zrobię inaczej i gdzie popełniłam błędy.



Przypomniałam sobie, ze powinien mieć oczy.

    
Ponieważ wiele osób prosiło mnie o schemat, to ten własnie znalazłam i wzięłam go z jakiegoś kursiku, ale dokładnie nie pamiętam gdzie to było.

    I kolejna miła niespodzianka. Paulinka z bloga Paula czeka na wenę, obdarowała mnie niemal po królewsku. Pisałam już kilkakrotnie, że wszelkie grafiki, które są mi potrzebne, Paula wykonuje fantastycznie. Sporo znajdziecie na jej blogu i bez proszenia możecie je wziąć. No to spójrzcie:
Naklejki samoprzylepne zaprojektowane przez Paulę



Brelok

Cudne serduszka, które jednak ucierpiały w drodze


I stosik serwetek, z których jak widać wyżej, zrobiłam ozdoby. Paulinko, bardzo Ci dziękuję.


środa, 20 listopada 2013

Panie i Panowie!

    Cóż to jest? Czyżby podwórkowy domek dla Plamki? Otóż nie! Bardzo dbam o moje ptaszki, bo to one umilają mi zimowe dni za oknem, więc to dla nich. Mam już dwa małe karmniki, ale zawsze myślałam o takim konkretnym. I pewnie jeszcze długo bym myślała, ale na niedzielnym spacerze z psem zauważyliśmy piękne trawy nad jeziorem. Dla swojego spokoju, mąż od razu zabrał się do ścinki i oto jest! Plamka, paskuda, bardzo ptaszków nie lubi i utrudniała pracę jak mogła. Na moment nie opuściła placu boju



Z tyłu, dla porównania, wisi ubiegłoroczny. Teraz wydaje się takie maleństwo.



 Nawet jak pan uprzątał pobojowisko, jawnie demonstrowała swoją niechęć do nowego tarasowego nabytku.


 Kiedy poszłam po aparat, małpiszon powyciągał część traw, co zauważyłam dopiero na zdjęciu.

niedziela, 17 listopada 2013

Przynudzam z transferem

wiem, wiem, ale co na to poradzić, skoro to wciąga jak narkotyk. Ponadto jestem z tych, co działają hurtem. Jak już coś mnie weźmie, to nie ma zmiłuj. Robię tak długo, dopóki coś innego skutecznie mnie nie zajmie. Puszka po herbatce, ma nowe przeznaczenie - grafika od Pauli z bloga Paula czeka na wenę. To jest kochana dziewczyna. Prosisz i masz! Moje igły to ogromny zbiór, bo haft wstążeczkowy wymaga nieco innych, z tępą końcówką, więc żeby się nie pomyliły muszę je oddzielać. I tak ciągle ich szukam, ale chociaż na moment będzie porządek.



    I przy okazji powstają szpulki na koronki, dosyć duże, obciągnięte płótnem. Środek od folii aluminiowej czyli w przyrodzie nic nie ginie.


    I żeby tak pociągnąć wątek porządków, to spory, podręczny igielnik. Mam ich trochę, ale potrzebny był duży, stabilny, bo poduszeczki nie zawsze się sprawdzają.




    No i na koniec dyńki według przepisu Joasi z bloga Pasje Joanny. Mam nadzieję, że Joaśka mi wybaczy, bo moje, jak już jej pisałam, wyglądają jak po przymrozkach, ale następne na pewno będą lepsze. Chęci się liczą, a tych mi nie brakuje.


    I na koniec dyńki w koszyczku, który jakiś czas temu wymodziłam. Były dwa, jeden poszedł do Ataboh, a drugi przewracał się z kąta w kąt. Tak strasznie się przy nich namęczyłam, że dopiero teraz zaczęłam zauważać, że są całkiem, całkiem.


czwartek, 14 listopada 2013

Śnieżynkowy zawrót głowy

i inne cudeńka od Ani - Chranny. Te wspaniałości, to efekt wymianki. Wiedziałam, że będą śnieżynki, bo sobie je zamówiłam, ale aż tyle?! Reszta to same niespodzianki i to jakie. Uff! Ależ było emocji, gdy po rozpakowaniu poszczególnych paczuszek, co chwila wydawałam jęk zachwytu. Żeby się tak porządnie nacieszyć, to wszystko od rana leży przede mną na stole. Kto jeszcze nie zawitał do Ani, koniecznie musi to zrobić. Z kilkudziesięciu zdjęć zdołałam wybrać nieliczne, bo i lampa strajkowała, i światło byle jakie. Mam nadzieję Aniu, że mi wybaczysz jakość. Wszystkich odsyłam do Ani, bo właśnie teraz prezentuje moją kolekcję. Nie ma co więcej gadać, popatrzcie.



    Haftowany magnesik-cudo!!! Nikt takiego nie ma!


   Tę podusię wypatrzyłam w pierwszej kolejności. Gdybyście widziały jak to jest misternie wykonane!







    W środku woreczka była frywolitkowa poduszeczka z lawendą. Prawdziwy szok. Zapach roznosi się po całym mieszkaniu.

    Wieszak juz znalazł miejsce w przedpokoju. Jak znalazł na czapki i szale.                    
Aniu, dziękuję z całego serca, to była, co ja mówię, to jest, prawdziwa uczta duchowa. 
    U mnie też było burzliwie. Wysłałam trzy paczuszki i zrobiłam dla siebie słoiczki na susz warzywny. Ta piękna grafika to prezent od Pauli z bloga Paula czeka na wenę. Zajrzyjcie do niej, ostatnio były etykiety na nalewki.




sobota, 9 listopada 2013

Nadal wszystkiego po trochu

    Łapię się za różności, bo chciałabym moje dziewczyny obdarować tym, co robię najlepiej. Spotkało mnie ostatnio tyle dobrego, że nie można obok tego przejść obojętnie. A skoro mają być niespodzianki, to tajemnica. Dużo transferów, różnych fajnych kombinacji -  mam taką nadzieję.
Ubrałam pudełka w transfery, bo skoro wszystkie słoiki już przerobiłam, to czemu nie resztę. Taki trans robótkowy.
    To pierwsze  pudełeczko jest wyjątkowe. ma wmontowany magnes i szczelnie się zamyka. Wstążeczka to element czysto dekoracyjny. Bardzo użyteczne.







    Zegar dla córki na działkę przeczekał rok i w końcu dorobił się cyferek, teraz tylko mechanizm i na ścianę.



    Moje dekoracje świąteczne w tym roku wyglądają następująco:









    Na koniec zapraszam na bezy. Z czternastu jaj robiłam je dwa dni. I znowu trzeba przesunąć odchudzanie. Pozdrawiam i miłego weekendu.