czwartek, 15 maja 2014

Kochane moje dziewczyny!

Przez dwa i pół roku mojego blogowego funkcjonowania wielokrotnie zwracano się do mnie o wzięcie udziału w różnych akcjach na rzecz ludzi potrzebujących pomocy. Nigdy nie odmawiałam, wręcz przeciwnie, z radością przekazywałam swoje prace, aby choć trochę wspomóc innych. Dzisiaj to ja zwracam się o pomoc do Was, o przekazanie prac, aby wspomóc rehabilitację cudownego chłopca. Dwa lata temu zapadła diagnoza - guz mózgu. Ciężka operacja, chemioterapia, radioterapia, tak przez ostatnie miesiące wyglądało życie Mikołaja. Konsekwencją zabiegu i leczenia jest niedowład czterokończynowy i wiele problemów neurologicznych. Wymaga to długotrwałej i kosztownej rehabilitacji. Mikołaj ma 11 lat i jest synem mojej koleżanki z pracy, cudownej dziewczyny, wspaniałej nauczycielki, a przede wszystkim matki, która ze wszystkich sił walczy o syna. Dlatego nauczyciele i rodzice dzieci z mojej szkoły organizują  7 czerwca festyn, aby zebrać środki na leczenie Mikołaja.


Nie może mnie tam nie być. Zabieram swoje prace, które mam i proszę Was gorąco o przekazanie swoich na mój adres. Wierzę gorąco, że moi blogowi przyjaciele mnie nie zawiodą, a ja zdam relację z całej imprezy. Nikomu prac nie przekazuję, bo sama jestem zaangażowana w tę akcję. Nie proszę dla siebie, proszę dla chłopca, który teraz walczy o swoją szansę. Adres przekażę  każdemu z osobna i bardzo proszę o pomoc. Na przesyłce koniecznie proszę o dopisek: DLA MIKOŁAJA.

wtorek, 13 maja 2014

To Dzień Matki

zainspirował mnie, żeby znowu wrócić do róż. Ostatnio rzadko je robię, ale tym razem przysiedziałam przy nich solidnie. Wszystkie róże zrobione są z białej wstążki, którą sobie farbowałam na potrzeby chwili. A więc było to nie raz i już, tylko najpierw metr, potem drugi, a potem zabrakło, to trzeci, a potem węższa wstążka była potrzebna, to znowu malowanko i trwało to trochę, nie powiem. Za to samo robienie obrazka, to już był miód. Tym, którzy za różem nie przepadają, obrazek i tak będzie taki sobie, ale dla mnie jest zadawalający, tym bardziej, że skoro świt, o szóstej rano, już go dziergałam. A potem złośliwość losu dała o sobie znać, bo czasami robię dziesiątki zdjęć i trudno wybrać kilka, a dzisiaj zrobiłam zaledwie parę i żal którekolwiek wyrzucać. Spójrzcie.






poniedziałek, 12 maja 2014

Od dzisiaj mam

nowych lokatorów. Tak, tak . Razem dwóch. Zamarzyli mi się dawno temu, ale nie było śmiałości, żeby ich zaprosić. Miał być jeden, wprowadziło się dwóch. Radość ogromna. Bieganie po tarasie, ogrodzie, nawet po domu, aby wyszukać godne miejsce. Teraz posiedzą na stole, aby oczy nacieszyć i przejąć od nich dobrą energię. 






    Kiedy otworzyłam paczkę, poczułam się jak małe dziecko. Radość, wzruszenie, łzy w oczach...
To Kasia z Ceramicznego Kamienia obdarowała mnie tak cudnie. Mało tego, były piękne liście - patery.



    Zabiorę je żabkom - trudno, mają trawkę. No i serduszko.


Kasiu, z całego serca dziękuję

czwartek, 8 maja 2014

    Dzisiaj też wpadam na moment, bo czeka mnie ogrom pracy. Skończyłam bukiet i jak zwykle problem ze zdjęciami. Muszę ich narobić dziesiątki, żeby wybrać kilka. Dzisiaj tylko trzy, bo na pozostałych kolory przekłamane, albo wstążki błyszczące do bólu, a tak nie jest.




    Pozostaję nadal w wiejskich klimatach, bo ukochałam je szczególnie. Mogą być zarzuty do tła, ale białe zacieki to zamierzony efekt. Niestety zbliżeń nie udało się zrobić.

wtorek, 6 maja 2014

Syrop sosnowy

dokładnie z pędów sosny. Przypominam, kto jeszcze się nie zabrał i namawiam. To już ostatni dzwonek. Zrobiłam w ubiegłym roku i będę go robić zawsze. Przepisy znajdziecie w internecie. W tym roku nie czyściłam pędów z brązowych łusek, bo i tak trzeba wszystko przecedzić. Pracy mało, a radość w środku zimy niebywała. Pamiętajcie, żeby nie ogołocić drzewek, dać im rosnąć. Oskubać trochę i do następnego drzewka. Ja w tym roku zebrałam z dopiero co ściętych drzewek, więc miałam ich ponad cztery kilo. Na dobrą porcję wystarczą dwa, a i z kilograma warto.

                                                         To mój zbiór.
                                                              To zbór M.
                         Pędy pokrojone w kawałki zmieściły się w dwóch dużych słojach.
Następnego dnia już pędy puszczały sok. Teraz cztery tygodnie leżakowania i gotowe.

poniedziałek, 5 maja 2014

Zawsze pod ręką

muszę mieć przedmioty, które są mi niezbędne. Nawet nie staram się, aby je po każdym użyciu chować, bo i tak zaraz wyciągam. Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem stworzenia igielnika - przybornika na doniczce. Widziałam kiedyś coś takiego w internecie. Górę miał szytą z materiału, ale ja zrobiłam z wełny po to, aby moje igły bez czubków swobodnie się wpinały. Mój ma dodatkowo schowek na nici, dołączyłam też nożyczki i centymetr. Jeszcze trzeba wymyślić mocowanie góry, żeby było stabilne. Mam wywiercone otwory w doniczce, więc coś się zrobi.





    Mam też swoje ulubione igielniki, ale chcę je podzielić na szpilki, igły ostre i beż końcówek. Każde będą miały swoje miejsce. Jak znam siebie i życie to za jakiś czas wszystko się zmiesza, ale przynajmniej na początek będzie porządek Tak wygląda dziadek od Bożenki. Jest jeszcze babcia, ale ją oszczędzam.
    I leśny domek od Ataboh.

czwartek, 1 maja 2014

Od rana ziołowo

czyli szaleństwo w ogrodzie. Przygotowałam tabliczki na wszystkie ziółka, które, mam nadzieję, znajdą się w moim ogrodzie. Część mam w doniczkach, pozostałe na moim poletku, jeszcze inne dopiero zakupię.

    W tym roku króluje wszędobylska mięta. Posadziłam ją w wielkiej donicy, abym mogła z ranka wyskoczyć na taras. Uwielbiam herbatkę z mięty i cytryny.  


    Szałwia i estragon przetrwały zimę i chociaż teraz jeszcze biednie wyglądają, to za moment będą cudowne. Tak jest co roku.

    A to sprawczyni mojego pojawienia się na blogu. Wczoraj była przepiękna pogoda, więc jak większość rozpoczynających długi weekend, zrobiliśmy sobie grilla. Zwierzaczki kręciły się obok nas. Pies wiernie położył się u stóp pana, a Plamka kręciła się to tu, to tam. W końcu dopadła gnomka i usnęła jak dziecko. Musiałam Wam pokazać te zdjęcia. Bite dwie godziny snu i nowej przyjaźni.




    I tym miłym akcentem kończę i zmykam, życząc cudownego weekendu.