na pewno obiecany, tyle, że rok temu. Miałam prawo zapomnieć? Miałam. Tyle czasu... I nikt nie przypominał, aż do wczoraj. Rano telefon: Mamuś jak jutro przyjedziecie, to weź ten segregator. No tak, obiecane, to obiecane. Dałam nura na strych, wyszukałam odpowiedni format i do roboty. 5 godzin pracy i gotowe! Postarałam się bardzo i nawet maleńki hafcik dodałam.
Kolejny problem też rozwiązany, bo jak zwykle"na kłopoty" Bożenka. Ostatnio robiłam jutowe żołędzie. Zachwytu nad nimi nie było, bo miękkie i kapturki nie chciały się przyklejać, no to usłyszałam: "Weź jajko styropianowe, będzie łatwiej" No tak, mówię, ale szyszki trzeba przyciąć, a to już kolejny problem, bo twarde. Bożenka: Weź obcęgi i jak u dentysty wyrywa się zęby, a to co zostanie upchnij w jajku. Łatwizna jak się ma Bożenkę u boku.
Tu widać różnicę, z lewej ten nieudany.
Ostatnio Basia napisała w komentarzach, że wszystko fajne, itd, ale i tak zawsze będzie za wstążkowymi kwiatami. Zmotywowała mnie trochę i zrobiłam sobie słoneczniki. Przyznam, że nie powinnam ich robić na małej ramce, bo cienka wstążka nigdy nie odda klimatu słonecznika, ale zachciało mi się i znowu nie jestem zadowolona. Tutaj koniecznie musi być wstążka o szer. 1 cm i nie ma co mówić i kombinować. Ale zrobione, więc nie będę marudzić.