Każdej z nas coś tam się marzy. Moje marzenia sięgają najbliższego podwórka i to od dawna, ale dopiero teraz pojawiło się światełko w tunelu. Zawsze chciałam piec swój pachnący chlebek i piekę, cóż wielkiego, ale wypiekać w takim specjalnym piecu, to jest dopiero to. I właśnie kawałek takiego pieca dostałam niedawno od syna. Jak moje dzieci dobrze mnie znają! Kiedy syn robił projekt przebudowy starej piekarni na dom dla swojego przyjaciela, od razu otrzymałam zdjęcia z pytaniem czy o takie drzwi mi chodzi. No pewnie, że takie. Przywiózł troje fantastycznych drzwi. Ciężkie, cudowne z piekarnianego pieca. Bo nie napisałam, że kolejne marzenie, to piec do wypalania gliny i te drugie byłyby do tego celu, tu jednak mam obawy, że drzwi mogą być za małe, ale popytam fachowców. W myślach już mam projekt i wiem jak piec powinien wyglądać. Teraz poszukam miejsca, a potem może się uda. Czy w ogóle się uda? Zobaczymy, Pomarzyć można.
A na tarsie przybył emaliowany, duży dzban na wodę
i dwie walizy, które stanowią dla nas bardzo osobistą pamiątkę. Większa jest po dziadku męża, jeszcze przedwojenna.
Zrobiłam też dwie podkładki na taras,
a także wstąpiłam do Kingi z Piecuchowa, gdzie dosłownie za parę złotówek można było kupić fajne rzeczy. Dla mnie są, oczywiście, wstążki, a dla mojego Staśka, w przyszłości jubilera, stos koralików czyli atrakcje dla niego na ten i przyszły rok, zapewnione.
Pozdrawiam wszystkie Bożenki i Krysie. Miłego dnia!