U mnie też się pojawił piękny, wyjątkowy. Nie dziwota, bo przecież prace Beaty są emocjami tworzone i też te emocje wywołują. W każdym razie ja tak mam. Minęło kilka dni od naszego spotkania, a anioł stoi tam gdzie go postawiłam, a ja za każdym razem dostrzegam w nim coś nowego. Cały czas go oswajam i cieszę duszę i oko, a za jakiś czas zawiśnie na ścianie.
To jeszcze nie koniec. My, kobiety-robotnice ręczne, jesteśmy szczęśliwe, kiedy wokół nas, wszystko co do tych robótek potrzebne, jest dostępne. No więc, jak tu nie oszaleć jak się dostaje takie skarby i od razu setki pomysłów się rodzi? Beatko, dziękuję!
Na moim blogu unikam prywaty, bo tak sobie założyłam na samym początku, jednak kiedy przyjeżdżają wnuki wymiękam, coś się we mnie otwiera, wtedy i one goszczą na moim blogu. Tym razem tworzyliśmy dzieła do przedszkola. Udało się uwiecznić dzieło Helenki, natomiast sówka Stasia zrobiła się szybciej i jakoś nam umknęła. Obiecał, ze prześle babci zdjęcie.
Miłego tygodnia Wam życzę!