i to nie raz, nie dwa. Myślę, że jestem szczęściara, bo codziennie pan listonosz przynosi mi niespodzianki. I o dziwo nawet się uśmiecha, kiedy przedziera się do mnie w śniegu po kolana lub błocie po kostki. Dzisiaj otrzymałam od Kasi ( Filcaki i spółka ) kolejny, bardzo dla mnie cenny prezent czyli płótno, które Kaśka wydobyła od teściowej. Dla mnie to ogromny zastrzyk materiałowy, bo przestanę myśleć na co zużyć, czy nie szkoda, a może później. Teraz mogę szaleć.
Od Kalliope dostałam cudne serduszko, właściwie nie wiem za co, bo Małgosia wygrała candy i nagroda jej się należała. Niemniej jednak cieszę się, że mam piękną pamiątkę.
Zachwycona sznurkowymi aniołkami Juty postanowiłam sobie zrobić jednego. Nie macie pojęcia jaka to ciężka praca. Ręce mnie dzisiaj strasznie bolą i nie wyobrażam sobie jak mogłabym zrobić taką dużą zawieszkę, którą od niej dostałam. Mój aniołek oczywiście zachował moją stylistykę i trochę przypomina Gargamela. Stoi dumnie na moim biurku i przygląda się, co też ja wyczyniam.
A zawieszka od Juty już mi służy.
A to mój kącik do pracy.
A to pani niezapominajka, czyli moja pamięć. Już mam przygotowany kółkowy notesik, który będzie miała umocowany w rączkach. Jak coś trzeba będzie zapisać, to jak znalazł. Drugi notes wisi w kuchni i nie wyobrażam sobie życia bez niego, bo ciągle zapisuję co trzeba kupić, bądź też załatwić.