środa, 5 sierpnia 2015

Najsłodsza z niespodzianek

i to nie w przenośni, bowiem z Piecuchowa, z centrum dowodzenia szczęśliwymi pszczółkami dotarł do mnie taki oto prezent
Jakby jeszcze było mało, Kinga dorzuciła cudny brelok, na który zawsze miałam ochotę
i przepiękne dwa woreczki, za co serdecznie dziękuję! Spójrzcie, u mnie już jesień. Kiedy poszłam po aparat pospadały liście.
 U mnie pracy huk, ale co jakiś czas wyskakuję zrobić nową blaszkę, bo jakaś fajna grafika wpadła mi w ręce.
Miesiąc temu, kiedy wnuki były na wakacjach, bawiliśmy się wstążkami. Antek zrobił dwa obrazki, a babcia miała lenia. Dzisiaj dokończyła i jest:
   No dobra! Miałam nie pokazywać na blogu, bo gdzie mi tam do tych cudnych lawendowych panienek, które ostatnio podziwiacie. Jeżeli dostrzeżecie dziesiątki błędów i pomyłek, to i tak jest to szczyt moich możliwości, bo starałam się przeogromnie i ładniej po prostu nie potrafię.
A to w rączce, to duża torba na lawendę. Kiedyś zrobię zdjęcie z drugiej strony, to ją pokażę. Teraz parę dni przerwy, bo ważne rzeczy czekają do zrobienia..

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Muszę ją mieć!

   Tak sobie pomyślałam, kiedy zobaczyłam ją u Chranny. Przepiękna lawendowa panienka! Żadne zdjęcia nie oddadzą jej uroku, bo jest naprawdę cudna. Odsyłam Was do Ani -  jej zdjęcia są fantastyczne i tam zobaczycie, co to za cudo. A teraz moja panienka już gości na tarasie. Nie mogłam zbytnio poukładać lawendy, bo jest już sucha, ale w przyszłym roku mogę przecież zmienić lawendę. Aniu, dziękuję baaardzo! 
Mało tego, do paczuszki włożyła cudny haftowany obrazek. Hafcik tak misterny i maciupeńki, że tylko podziwiać mistrzostwo Ani.
Była jeszcze zakładka - kotek. Piszę - była, żeby się nie przyzwyczajać, bo na pewno Staś ją skonfiskuje
i serduszko.
Od Mamelków dostałam kolejny magnesik. Gosieńko, dziękuję za pamięć.
To nie koniec niespodzianek. O wyjątkowo słodkiej napiszę następnym razem. 
   A ponieważ ostatnio ciągle piszę o Plamce, dzisiaj słów kilka o moim ukochanym psie. Otóż ma on swoje przyzwyczajenia godne wielkiego psa - uwielbia pluszaki. Te jego ulubione, mają już tyle łat i cerowań, że trudno zliczyć. Od czasu do czasu wkładam je do miski, biorę szczotkę i robię generalne pranie. Czasami rozpadają się w trakcie prania, wtedy trudno, dostaje nową maskotkę, ale szuka tej starej jeszcze jakiś czas. Nieświadoma sytuacji wywiesiłam pranie w ogrodzie, czym rozbawiałam wszystkich odwiedzających nas w weekend. A wyglądało to tak
 Teraz sama się śmieję.

sobota, 1 sierpnia 2015

Nie wiem jak to się

mogło stać, ale przygotowując sobie zestaw ziół i warzyw do wydrukowania, zapomniałam o najważniejszym. Zauważyłam to dopiero po jakimś czasie i nadrobiłam zaległości. Powstało kilka wariantów ukochanej lawendy.


Tutaj są wszystkie, ale pozostanie jedna, a nawet zastanawiam się czy nie zrobić dużej tabliczki, bo donica jest olbrzymia.

Przy okazji i moje zioła dostały nowe blaszki, bo przysłowie o szewcu zapewne znacie.
A czego najwięcej powstaje? Jasne, że blaszek na ziółka. To już ostatnie. Jest ich tyle, że nie mieściły się w wazonie. Przy okazji powstał tymczasowy,blaszany bukiet.
Następny post będzie o niespodziankach. Zapraszam i miłego weekendu życzę.

czwartek, 30 lipca 2015

Dzisiaj ziołowo

   Trzeba było wykonać całe zestawy blaszek do doniczek i ogródka. Tutaj tylko część, pozostałe jeszcze się suszą. A w przerwach na wysuszenie, zabrałam się za  kolejne blaszki. Niektóre powstały wcześniej, ale czekały cierpliwie na wykończenie.
Każdą ciekawą grafikę zaraz muszę przerobić na blaszkę. Koty obowiązkowo.
A to już blaszka, która stała się hitem. U mnie też wisi na wieszaczku przed wyjściem.
To wszystko. Do usłyszenia!


wtorek, 28 lipca 2015

Trochę z przymrużeniem oka

ale nie tylko. Zostawiłam je na koniec, bo są dekoracją mojej pracowni.  Bawią mnie straszliwie, więc niech powiszą i śmieszą.
Poza tym cały czas blaszki na ziółka i takie szczególne na specjalne życzenie.
    Tyle o blaszkach. Chcę się pochwalić nowymi magnesikami od Beatki z Koralików Beaty. To niesamowite, ale Beatka zaangażowała wszystkich znajomych, którzy wyjeżdżają w różne zakątki świata i już od trzech lat, systematycznie przysyła nam cudowne magnesiki. Dzięki bardzo, kochana.
A te przywiozła córcia z zięciem z Gruzji.
 Miłego dnia!