czwartek, 19 listopada 2015

Radość moja nie ma granic.

    O tym za chwilę, bo ciągle zaczynam od chwalenia. U mnie bombkowo i biżuteryjnie. Nowe prace wymagały oprawy, więc zrobiłam sobie dwa stojaczki. Papużki pieknie współpracują, bo gubią kolorowe piórka, a ja przysięgam, że ich nie skubię.
    A skąd moja radość. Otóż Renia z bloga "To co mam w głowie" widząc, że zbieram namiętnie angielską różową porcelanę, podarowała mi taki oto zestaw. Prawdziwe szaleństwo. Do tego były słodkości, suszone jabłuszka, serwetki i niebieski materiał z charakterystycznym wizerunkiem tej porcelanki. Prawda, że jest się z czego cieszyć?
Reniu bardzo, bardzo dziękuję.

wtorek, 17 listopada 2015

250,000

Łączna liczba wyświetleń

Sparkline 250,000
   Dwa dni temu sama złapałam sobie licznik, pogratulowałam też sama sobie, z radości,że tyle razy chcieliście do mnie zajrzeć, ocenić, dać dobre rady i zostawić komentarz. 
   Moje wstążeczki zdyscyplinowały mnie bardzo, więc zabrałam się za nie, ale od czasu do czasu biorę tekturę i wymyślam nowe szkatułki. One wszystkie wyglądają podobnie, jednak wysunięcie jednego boku powoduje całkowite zmiany w systemie wykonania. I kiedy zrobię tę pierwszą i wiem, jak powinnam zrobić następną, to przychodzi nowy pomysł i kolejna znowu jest pierwszą. No, tak już mam. Dzisiaj niezbyt duże szkatułki z wysuniętą podstawą, ulubionym transferem i postarzonym płótnem. Kilka osób pytało mnie skąd mam te różne pudełka. Właśnie w zrobieniu pudełka od podstaw tkwi cała przyjemność. Beatka naprawdę mnie tym zaraziła, mało tego, zaopatrzyła we wszelkie możliwe akcesoria, więc mogę działać.
I kolejne
A to dowód na to, że działam od początku
Miłego dnia. A licznik sobie chodzi, chociaż w wersji roboczej jest 250 tys. Ale niech sobie pika jak najwięcej.

sobota, 14 listopada 2015

Rany Julek!

Ale skarby! To kolejny kochany Mikołaj do mnie zawitał. Mało tego, że wspaniałe prace, to jeszcze masę różności. Zamówiłam u Mikołaja dwie ziołowe lale. Jedną dla siebie, drugą dla Ataboh. Są trzy i to jakie!  I na tym powinnam zakończyć, bo to była wymianka na życzenie. Ale gdzie tam, spójrzcie co jeszcze dostałam:

Mało tego, cały zestaw przypraw, za które Eluni rączki całuję

plus herbatka witaminowo- ziołowa i wiele różności
Głowa od nadmiaru mnie rozbolała. Dziękuję Ci kochana z całego serca.
A to maleńka zajawka tego, co powstaje w przerwach miedzy dużymi pracami. Klej jeszcze trochę mokry, ale jutro już będzie jak trzeba.
Miłego weekendu.

środa, 11 listopada 2015

Angielski styl

z podglądaczem. Znowu jestem mądrzejsza o nowe doświadczenie, bo chyba jestem skonstruowana na utrudnianie sobie wszelkich robót. Szybkę od jakiegoś obrazka znalazłam  w przydasiach i od razu pomysł wpadł do głowy. Kombinacji milion, bo tak ze mną bywa, a jak już zrobiłam to wiedziałam, że trzeba było tak, tak, i tak, i gotowe. 
Potem dorobiłam kolejne:
notesik i szkatułka
    A tak naprawdę, to zmotywował mnie kawałek materiału, który jak żaden, pasuje do mojej wielkiej pasji czyli zbierania angielskiej i niemieckiej porcelanki, którą wyszukuje na starociach od wielu lat. Mam po kilka egzemplarzy, ale większość to pojedyncze sztuki, kupione za małe pieniądze. 
A dzisiaj nie lubię sierściuchów: dosłownie minutkę leżała czysta podusia na krześle
Miłego dnia.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Już to mówiłam, jeżeli ktoś pomyśli

że to takie proste, polecam! Polecam na rozruszanie komórek myślowych, na sprawdzenie stanu napięcia nerwowego i opanowania tegoż stanu. Na sprawdzenie siebie i swoich możliwości. Moja głowa nie jest matematyczna i kontrolowanie liniała, milimetrów, kolejności, jest dla mnie masakrą. Jakby tego było mało, tym razem chciałam pudło z wysuniętym dnem. Rany, przecież to cała koncepcja legła w gruzach. Jak  przykleić boki do podstawy, no to się da zrobić, ale jak to okleić materiałem,skoro ona wystaje z każdej strony. I tu polecam! Test na cierpliwość. Dwa dni pracy, ale w końcu jestem zadowolona, no prawie. Pomimo marudzenia, uwielbiam tę pracę. Popatrzcie.


Beatko, każdy skrawek Twojego materiału wykorzystany do granic możliwości. Dziękuję za niego, bo naprawdę śliczny.
Otwieramy duży, a tam maleństwo. To a propos tych skrawków, o których pisałam, bo żaden nie mógł się zmarnować.
    I na koniec prośba. Zdarzyło mi się ostatnio po raz pierwszy i mam nadzieję ostatni, że zaginęła moja przesyłka. Ponieważ adresat nie odzywał się dosyć długo, zapytałam i okazało się, że nie ma. Zawsze, ale to zawsze, kiedy otrzymuję od Was przesyłkę dziękuję za nią i to jest też dowód, że dotarła. Warto mieć taką informację zwrotną, żeby wiedzieć, co się z naszą przesyłką stało.

czwartek, 5 listopada 2015

Kiedy to wszystko ma sens?

   Ano właśnie! Wtedy, kiedy sprawia przyjemność i nic nie robi się na siłę; kiedy tworzysz i pojawia się przed Tobą coś ciekawego, czego nawet się nie spodziewałaś. Chyba wtedy, tak myślę. Dodatkowo kręci mnie to, kiedy rozpoczynam pracę, a przede mną leży kawałek drutu, resztki papieru, trochę kleju, prawie nic  i zaczynam. Po upływie jakiegoś czasu mam już coś namacalnego, wokół czego krążę, oglądam, poprawiam i specjalnie nie martwi mnie przypalony garnek czy obiad, który był, a nie jest, bo mam! Mam to, nad czym pracowałam. Tak było przez ostatnie dwa dni.
 Papier mache - technika, której nigdy, przenigdy nie porzucę, i która daje tyle możliwości. Cała postać mojego anioła jest sztywna - masa papierowa solidnie wyschła w piekarniku, a szata usztywniona jest klejem.
I żeby  dopełnić obraz, pojawiły się dwa malutkie aniołki.

wtorek, 3 listopada 2015

Marzyłam o nich

od dawna. Miały być szklane, koronkowe, bardzo delikatne. Musiały pasować do wszystkich białych ozdób jakie już mam. Usiadłam rankiem i z ogromną przyjemnością i wielką satysfakcją dopasowywałam kawałeczki starych koronek. Polecam, bo efekt mnie zauroczył i kolejne zapewne powstaną, a ponieważ decu mnie ewidentnie nie lubi, zostaną koronki. Jestem ciekawa Waszego zdania.