Pracowicie było, bo też i zapału wiele. Najpierw dokończyłam bałwanki, więc zrobiło się kolorowo i można było wykorzystać końcówki wełen.
Potem róże w odcieniach fioletu, zdjęcia co prawda takie sobie, ale światła jak na lekarstwo. Są na pewno delikatnie fioletowe z ciemniejszym podmalowaniem. Mam wielki sentyment do tej kolorystyki, może dlatego, że lawenda, wrzos, fiołek to moje ulubione.
Czuję po kościach, że jakieś przeziębienie zbliża się wielkimi krokami, więc zabieram książkę i zmykam pod kołderkę.


















