i cały czas na powietrzu. Znalazłam na strychu przecudny len. Wyobraźcie sobie, że przeleżał dobre piętnaście lat, żeby zyskać swoje pięć minut. Dostałam go od teściowej do blejtramów, ale żal mi było naciągać na ramki, bo to nowiusieńki gruby len i tak sobie leżał, leżał, aż do dzisiaj. Moje tarasowe foteliki miały paskudne obicie, nie chodzi nawet o kolor, ale o jakość. Sztuczne, śliskie paskudztwo. Od rana wojowałam, bo i foteliki, i stolik, i krzesła dostały coś nowego. To tyle, a jutro będę się chwalić, bo mam czym. Oj mam.
Przesadziłam też pelargonie do większych donic, posiałam malwy i obsiałam warzywnik. To tyle.
Przypominam także o mojej rozdawajce ogłoszonej 9 kwietnia i zapraszam.






































