dosłownie wpadam i wypadam. Znacie mnie i wiecie, ze jak coś mi wpadnie w rece, to nie ma zmiłuj. Muszę, inaczej po prostu się uduszę. I tym sposobem powstały klosze, bowiem dostałam moją ukochaną siatkę hodowlaną i popłynęłam.
Nad lampką myślałam kilka dni, bo miałam ją od lat na strychu, ale szczerze przyznam, że nie było pomysłu na klosz. To mąż widząc mnie przy drucianych kloszach podsunął pomysł siatki bawełnianej, która nigdy nie była używana, a ma już dziesiątki lat.




