i chociaż w międzyczasie coś tam zrobiłam, to dopiero teraz sprawia mi to prawdziwą frajdę. Mnóstwo pomysłów chodzi gdzieś tam po głowie, teraz tylko usiąść i robić.
Zdjęć będzie sporo, ponieważ chcę Wam pokazać jak bawiłam się kolorem. Staram się go nie nadużywać, bo cały czas powtarzam, że wstążka sama w sobie jest słodka, dodawać jej słodyczy, to tak, jakby ją kaleczyć. Chcę być przykładem, że wstążkę da się ogarnąć, że można z nią zrobić prawie wszystko, ale bardzo łatwo można osiągnąć kicz. Nie mówię, że mi się to nie zdarza, ale pracuję nad tym ładnych kilka lat i staram się unikać błędów. Nie może być podkładem materiał śliski, świecący, bo wstążka jest właśnie taka i w zetknięciu się ze sobą powoduje, że bolą oczy. Trzeba też uważać na dobór kolorów, ale to już rzecz smaku i gustu.
Nawymądrzałam się trochę, ale wstążka to moja miłość, moja pasja, a uwagi i spostrzeżenia nabyte w ciągu lat naprawdę warto zastosować. Może komuś pomogą inaczej spojrzeć na haft wstążeczkowy i uniknąć błędów.
Dzisiaj moja jesień. Jesień, która w tym roku zupełnie mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, bardzo łaskawie na nią spoglądam.
A ten kocyk pod Plamką, to mój kubraczek, który Plamka w bezczelny sposób przejęła.













