ponieważ kiedy na nią spoglądam, ona zdaje się pytać: No i co tak patrzysz?!
Innym razem myśli sobie: Chciałabym, a boję się.
A tak naprawdę, to była próba wypracowania ust, bo gnomki były wąsiaste i nie musiałam zajmować się tym problemem. Następne będą zapewne inne, bo już nie pamiętam jak to zrobiłam, a wszystko zależy od odpowiedniego uchwycenia materiału.
Powstały też nowe medaliony, a praca nad nimi bardzo mnie wciągnęła. Wyskoczyłam wczoraj do ogródka i obcięłam gałązki wierzby, które opadają do wody. Wymyśliłam koszyk na medaliony, taki surowy, niezbyt skomplikowany. Zrobiłam szkielet i potem tak bez ładu i składu przetykałam gałązki. Pomyślałam, że podkleję je, jak już wszystko ułożę. Okazało się, że jak gałązki wyschły, stwardniały, wcale nie trzeba było kleju. Zrobię na pewno jeszcze jeden. I chociaż koszyków u mnie bez liku, to ten najbardziej mi odpowiada i do tego pięknie pachnie.
Zmykam, bo muszę przygotować sie do jutrzejszych zajęć z moimi paniami.