Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lalka z runa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lalka z runa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 stycznia 2018

I żeby temat zakończyć

prezentuję Wam ostatnią z moich lal. Ruda siedziała w aparacie od kilku dni, ale nie mogłam zgrać zdjęć na bloga. Psuje mi się parami, a nawet czwórkami cały sprzęt. Coś się odblokowało, w każdym razie pokazuję rudą, a niedługo, jak będzie nowy aparat, pochwalę się prezentami, które  mnie  ogromnie ucieszyły. 




Miłego weekendu!

czwartek, 18 stycznia 2018

Jak miło, jak przyjemnie

kiedy dostajesz niespodzianki. Tym razem była to szczególna, a do tego trafiona w samo sedno. To Duśka zrobiła mi prezent i zupełnie nieświadomie napisała, że to przedwczesny prezent imieninowy, bo przypada dopiero w lutym, ale co tam, dłużej będę się cieszyć. Tak się składa, że urodziłam się w końcówce roku i zaraz 3 stycznia przypadają moje imieniny,  więc ze swoją nieświadomością Dusieńka wstrzeliła się w termin i sprawiła mi wielką radość. Mało tego, że jej kółeczka od lat zdobią moje okna, to teraz już mam drugą zmianę. Bardzo, bardzo Ci kochana dziękuję.
Kółeczka poczekają chwilę, aż zrobi się cieplej, okna się umyją i wtedy zawisną tam gdzie powinny.



Dostałam też piękną serwetę;

A ostatnio powstała  nowa, waldorfska laleczka. Malutka, delikatniuśka.



Bardzo, ale to bardzo gorąco dziękuję za wszystkie kartki z życzeniami świątecznymi i noworocznymi i myślę, że teraz częściej będę bywać na blogach. 

sobota, 4 marca 2017

Kasia prawie gotowa

Prawie, bo butów brak, ale się zrobią. Stoi od tygodnia, drażniąc Plamkę, która bez powodu atakuje ją znienacka. Ale Kaśka się nie daje. Jest dużo większa. Ubranko rodziło się w głowie dużo wcześniej i powstawało przed powstaniem lali.  Uszyłam cały komplet, ale to było nie to. Odłożyłam i powstał kolejny. Oto Kasia.
Majtochy też dostała.
A to dalszy ciąg niespodzianek od Reni
Druciane serduszko i stary niciak
I jaja
I ciąg dalszy niespodzianek od Reni nastąpi...
Miłego weekendu. Ja zmykam, bo przyjeżdżają maluszki.

niedziela, 12 lutego 2017

Przyjechały wnuki z grypą

Już wyjechały, ale paskudna grypa została i szybko przeniosła się na dziadka. Dobrze, że babcia silna kobieta, bo biedne byłyby zwierzaki. Maluchy większość czasu przeleżały, babcia wymyślała zajęcia, ile się dało, a i sama szybciutko kończyła lalę, bo jak obiecała, to musiała skończyć. Powstała Zuzia i tym razem nie powiecie, że tylko stare i brzydkie robię. Zdjęć tylko kilka, bo nie było głowy do biegania z aparatem.
Zuzia dostała swoją lalkę, też z runa owczego. Korale dla Zuzi zrobił Staś i ją przyozdobił, no i tak już została.

Włosy z wełny owczej, buzia malowana.
Maluszki zrobiły zbroje rycerskie i przygotowały Galerię rycerską. Niestety, zdjęć nie zrobiłam. Antek wykonał kilka breloków i uszył torbę na zakupy. Dodam, że breloki szył ręcznie.

Przyznam, że torba tak starannie odszyta, że tylko się uczyć.
A tu te sprawne rączki zabrały się za filcowanie, ale to jeszcze nie ten etap. Może w wakacje coś się zrobi. Przepraszam, że nie było odzewu na komentarze pod poprzednim postem, ale dzień był dla mnie za krótki. Teraz łapię oddech  i wracam do rzeczywistości, licząc, ze grypa mnie ominie.

sobota, 4 lutego 2017

Miała być pierwsza

ale zbyt dużo było niejasności, wątpliwości i pytań. Jeszcze teraz nie wszystko wiem, ale mniej więcej wszystko układa się powoli w głowie. To mój ukochany temat, więc prędzej czy później babuleńka i tak by powstała. Chciałam jej nadać klimatu, spowodować, żeby miała charakter prawdziwej, wiejskiej babuni, żeby miała zmarszczki, siwe włosy, żeby była zgarbiona i żeby była taka prawdziwa. Ten nos, na który teraz patrzycie i być może skrytykujecie, powstał celowo. Chciałam, żeby był duży, no to go mam.
Długo myślałam w jaki sposób wykonać oczy. Spojrzenie starego człowieka sprawia, że jest trochę wyblakłe, za mgłą. Zrobiłam je z Fimo, wypaliłam, a blask zatuszowałam talkiem. Udało się. Są przeraźliwie naturalne.
Kapcie są z grubego filcu, uszyłam spódnicę i fartuch, a sweterek ze starej włóczki. Beatka się już nie czepnie, ze poszłam na łatwiznę. Opuszczone rajstopy to też celowy zabieg.
A do osłonki na kwiatki przyczepiłam drut,  korek od wina posłużył za uchwyt i babcia ma wiaderko.
Z włosami miałam problem, ale takie wydają mi się prawdziwe.
No i jeszcze kosturek znaleziony w lesie i babcia gotowa.
Wysokość około 70 cm. Zostawiam Was z moją babcią i życzę miłego weekendu. Za chwilę przyjeżdżają moje maluchy na ferie, więc jakiś czas mnie nie będzie. Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze na temat Antka.

wtorek, 31 stycznia 2017

Spróbowałam!

    Jeżeli szukacie inspiracji albo chcecie nacieszyć oko, koniecznie musicie tam zajrzeć. Większość zna ten blog i jego twórczynię. Dla mnie to skarbnica pomysłów. Właśnie u Beatki zobaczyłam lale z runa. Na początku przyjęłam je raczej z zaciekawieniem. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Dopiero na wystawie prac Beatki zobaczyłam i zakochałam się. Mój problem polega na tym, ze nie mam wiedzy na temat tworzenia tych lal.  Internet nie rozpieszcza, a wszelkie próby pytań do dziewczyn tworzących te lale, zostały bez odpowiedzi. Tym goręcej dziękuję Beatce i Misiowej za wskazówki. Nie wykorzystywałam ich wiedzy, bo wiem, że każdy strzeże swój warsztat, ruszyłam tylko głową i pracowałam, pracowałam, pracowałam, aż po dwóch tygodniach powstał mój kompletny  Antek. Wiele tu pytań, niejasności, ale spróbuję je pokonać. Przyznam, że to praca niesamowita, żmudna, długa, ale niesamowicie twórcza. Dwa tygodnie ciężkiej pracy. Uff.
Oto Antek:
Sweterek i czapka zrobione na drutach, buty uszyte ręcznie, spodnie i koszulka przerobione i dostosowane do wielkości Antka.
Antek stoi samodzielnie a nawet zmienia położenia nóg, ponieważ zrobiłam wewnątrz konstrukcję z drutu. Cała twarz jest rzeźbiona w runie, nogi i ręce też, częściowo korpus, dlatego tak długo to trwało. Cudna, cudna zabawa. 64 centymetry radości.