Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pudełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pudełko. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 maja 2016

100% -owy recykling

   To jest cudowna zabawa jak wpadną ci w ręce jakieś klamoty. Dzisiaj taca z dużej ramy od obrazu i wazonik do kompletu
do której dokupiłam uchwyty, zrobiłam podstawę z bardzo grubej introligatorskiej tektury, pomalowałam farbą, naniosłam transfer, polakierowałam i jest!
Klosz na nodze
składający się z deski do krojenia, na której za pomocą szablonu i pasty strukturalnej wykonałam wzór
nogi od świecznika
klosz z siatki hodowlanej już znacie, bo zrobiłam ich już dziesiątki i kolejne się tworzą.
Do tego  drewniana miseczka, na której też umieściłam transfer.
Pudełko od Reni również przerobione
I dziesiątki blaszek na ziółka, dużych i małych.

Miłego dnia!

środa, 11 listopada 2015

Angielski styl

z podglądaczem. Znowu jestem mądrzejsza o nowe doświadczenie, bo chyba jestem skonstruowana na utrudnianie sobie wszelkich robót. Szybkę od jakiegoś obrazka znalazłam  w przydasiach i od razu pomysł wpadł do głowy. Kombinacji milion, bo tak ze mną bywa, a jak już zrobiłam to wiedziałam, że trzeba było tak, tak, i tak, i gotowe. 
Potem dorobiłam kolejne:
notesik i szkatułka
    A tak naprawdę, to zmotywował mnie kawałek materiału, który jak żaden, pasuje do mojej wielkiej pasji czyli zbierania angielskiej i niemieckiej porcelanki, którą wyszukuje na starociach od wielu lat. Mam po kilka egzemplarzy, ale większość to pojedyncze sztuki, kupione za małe pieniądze. 
A dzisiaj nie lubię sierściuchów: dosłownie minutkę leżała czysta podusia na krześle
Miłego dnia.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Już to mówiłam, jeżeli ktoś pomyśli

że to takie proste, polecam! Polecam na rozruszanie komórek myślowych, na sprawdzenie stanu napięcia nerwowego i opanowania tegoż stanu. Na sprawdzenie siebie i swoich możliwości. Moja głowa nie jest matematyczna i kontrolowanie liniała, milimetrów, kolejności, jest dla mnie masakrą. Jakby tego było mało, tym razem chciałam pudło z wysuniętym dnem. Rany, przecież to cała koncepcja legła w gruzach. Jak  przykleić boki do podstawy, no to się da zrobić, ale jak to okleić materiałem,skoro ona wystaje z każdej strony. I tu polecam! Test na cierpliwość. Dwa dni pracy, ale w końcu jestem zadowolona, no prawie. Pomimo marudzenia, uwielbiam tę pracę. Popatrzcie.


Beatko, każdy skrawek Twojego materiału wykorzystany do granic możliwości. Dziękuję za niego, bo naprawdę śliczny.
Otwieramy duży, a tam maleństwo. To a propos tych skrawków, o których pisałam, bo żaden nie mógł się zmarnować.
    I na koniec prośba. Zdarzyło mi się ostatnio po raz pierwszy i mam nadzieję ostatni, że zaginęła moja przesyłka. Ponieważ adresat nie odzywał się dosyć długo, zapytałam i okazało się, że nie ma. Zawsze, ale to zawsze, kiedy otrzymuję od Was przesyłkę dziękuję za nią i to jest też dowód, że dotarła. Warto mieć taką informację zwrotną, żeby wiedzieć, co się z naszą przesyłką stało.

poniedziałek, 2 listopada 2015

To nie takie proste

A wydawać by się mogło, że  nic prostszego. Wycinasz, sklejasz i już, a to nie tak. Pobierałam nauki u samego mistrza w tej dziedzinie czyli była u mnie Beatka - Ataboh, wszystko pokazała, ale uczeń zbyt pojętny nie był i dalej musi ćwiczyć. Zrobiłam trzy pudełka i w każdym jest jakiś błąd. Chyba najmniej było ich w pudełku dla Zosi Samosi czyli tym ostatnim.
W pierwszym pudełku chciałam wykorzystać materiał z gotową już aplikacją. Pudełko jest delikatne, ale przez cienki materiał  przedostał się klej i, niestety, bardzo to widać. Trzeba coś zaradzić.
 Zrobiłam też tabletkowe lizaki na gardło. Uprzedzam, że trzeba dużo czasu poświęcić na mieszanie, żeby po wykonaniu nie rozlewały się. Miód  pod koniec musi być bardzo gęsty, inaczej po zastygnięciu rozpłynie się. Tak miałam po pierwszej próbie z tabletkami. 
Lizak najpierw wyglądał tak:
Potem tak:
A potem jeszcze tak:
Dostałam też nowe magnesiki, ale o nich trochę później i malutkiego aniołka na szczęście od Basi.
Beatko, dziękuję za zaopatrzenie w materiały papiernicze, teraz będę ćwiczyć kartonaż, bo bardzo mi to leży.
I razem z Plameczką życzymy miłego tygodnia.

wtorek, 17 marca 2015

Wariacje z szablonem

    Szkatułki z Mamelkowa odleżały już swój czas ochronny i oto efekty. Wybiórczo zstosowane elementy szablonów, pasta strukturalna, szpatułka i do dzieła. Dylemat właściwie był dopiero na końcu, bowiem kusiła farba miętowa, ale rozsądek nakazywał bejcę. Szkatułki więc dostały bejcę, a podstawki pod druciane klosze pogodziłam bejcą i farbą w kolorze mięty. 
Przed
po
przed
po
przed

po
Teraz tylko matowy lakier i na biurko.

wtorek, 3 marca 2015

Mała przeróbka

    Niedawno pokazywałam Wam pudełko, które zrobiłam na moje nici. Po namyśle stwierdziłam, że bardziej potrzebne jest takie podręczne, aby uniknąć bałaganu, który ciągle mi towarzyszy przy haftowaniu. Wcześniej widziałam coś takiego u Ulencji, potem kilka razy w internecie, więc mając już bazę zrobiłam po swojemu. Zamontowałam rączkę, porobiłam otwory i jest.




Nawet miejsce na nożyczki się znajdzie. Po pracy zamykam i jest czysto.
Prosiłyście mnie ostatnio o tutorial na ogrodowe klosze. Nie czuję się jeszcze kompetentna po pierwszych próbach, ale obiecuję, że znajdę ten w internecie, na którym się wzorowałam i tam Was odeślę.

niedziela, 17 listopada 2013

Przynudzam z transferem

wiem, wiem, ale co na to poradzić, skoro to wciąga jak narkotyk. Ponadto jestem z tych, co działają hurtem. Jak już coś mnie weźmie, to nie ma zmiłuj. Robię tak długo, dopóki coś innego skutecznie mnie nie zajmie. Puszka po herbatce, ma nowe przeznaczenie - grafika od Pauli z bloga Paula czeka na wenę. To jest kochana dziewczyna. Prosisz i masz! Moje igły to ogromny zbiór, bo haft wstążeczkowy wymaga nieco innych, z tępą końcówką, więc żeby się nie pomyliły muszę je oddzielać. I tak ciągle ich szukam, ale chociaż na moment będzie porządek.



    I przy okazji powstają szpulki na koronki, dosyć duże, obciągnięte płótnem. Środek od folii aluminiowej czyli w przyrodzie nic nie ginie.


    I żeby tak pociągnąć wątek porządków, to spory, podręczny igielnik. Mam ich trochę, ale potrzebny był duży, stabilny, bo poduszeczki nie zawsze się sprawdzają.




    No i na koniec dyńki według przepisu Joasi z bloga Pasje Joanny. Mam nadzieję, że Joaśka mi wybaczy, bo moje, jak już jej pisałam, wyglądają jak po przymrozkach, ale następne na pewno będą lepsze. Chęci się liczą, a tych mi nie brakuje.


    I na koniec dyńki w koszyczku, który jakiś czas temu wymodziłam. Były dwa, jeden poszedł do Ataboh, a drugi przewracał się z kąta w kąt. Tak strasznie się przy nich namęczyłam, że dopiero teraz zaczęłam zauważać, że są całkiem, całkiem.