Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 października 2020

Sezon dyniowy

 właśnie zamknięty. Ostatnie leżą w koszyczku, a wisienką na torcie są żołędzie ufilcowane przez Mini Filcusia. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dostałam je od Gosi jakieś sześć lat temu. U mnie wszystko musi nabrać mocy urzędowej, ale też wszystko jest wykorzystane. W swoich skarbach mam jeszcze cudowne hafty, które też mają po kilka lat i wkrótce zamierzam je wykorzystać.



 
Te zostają w domu. Miłego weekendu.

czwartek, 11 grudnia 2014

Szczęścia też chodzą parami

    Coraz rzadziej zaglądam, coraz rzadziej mi się chce. Nawet robótki jakoś mnie nie ciągną. Może to okres przedświąteczny spowodował, że bardziej żyję tym tematem. Wigilia i święta będą w tym roku rodzinne, a więc i ilościowo całkiem spore, zatem trzeba to dobrze ogarnąć i przygotować się logistycznie. Robótki zostawiam na po świętach. Jednak Mikołaj, w tym całym rozgardiaszu, o mnie nie zapomniał. Niedawno otrzymałam dwie przesyłki - takie, które zawsze mnie cieszą. Pierwsza od Joasi z Pasji Joanny. Za jej zgodą wszystkie prezenty pokażę tuż po świętach, bowiem są częścią pewnej niespodzianki, ale możecie mi wierzyć, że dech w piersi zapiera jak się na nie patrzy.
    Drugą od Duśki, która postanowiła dopomóc mi w tworzeniu białej choinki. Dwie największe bombki trochę ucierpiały, ale skoro szły do mnie dwa tygodnie, to coś za coś. Postarałam się jak mogłam, żeby je odratować. Dusieńko, dziękuję!

    Ja pracowałam nad bombkami i zawieszkami i przyznam, szło to długo i mozolnie. Jednocześnie tworzył się obrazek, ale wybrałam zły materiał na tło i trzeba było zacząć wszystko od nowa, a wtedy i wena gdzieś znika. Mam nadzieję, że się jakoś ogarnę i wezmę do roboty.
                                Medaliony to jest decu na tkaninie, kilkakrotnie lakierowane.

        A o tym tylko wspomnę, bo produkcja trwa nieprzerwanie.
     A na koniec nowa miseczka Plameczki.

środa, 24 września 2014

Zabawy z jutą ciąg dalszy

Zawsze w samochodzie leży sobie parasol na w razie czego, a ostatnio mąż zauważył, że trzeba go wymienić, bo coś się zepsuło.  I zaraz  światełko się zapaliło, główka zaczęła pracować. A jak już się zapali to grzeje, oj grzeje, aż zabawa się skończy. Tak też powstała kolejna tarasowa ozdoba. Z juty, a jakże.


Mąż martwi się, że to światełko zapala się bardzo często i zaraz pyta czy już się bać? Tak mi się porobiło, że każdą  bezużyteczną rzecz  przerabiałabym na swoje kopyto, a jak nie mam pomysłu od razu, to musi swoje odleżeć i poczekać na lepsze czasy. Powiedzcie, że też tak macie, może zrobi mi się lżej na duszy? Czy może trzeba już to leczyć?
Jesień już przywędrowała, a w nocy nawet zima, ale muszę ją polubić chociażby za to, że Plamka wprowadza się coraz częściej do domu i codziennie przybywają jakieś dary jesieni.



piątek, 12 września 2014

Jak to się mówi?

Że kto ma szczęście? Ano właśnie. Szczęścia dzisiaj nadmiar. Najpierw niespodzianka od Janoli, której chciałam zrobić kilka transferków, a tu masz ci!  Takie cuda dostałam, bo jak Ola twierdzi, prezentów nie przyjmuje! Niesamowita biżuteria, fantastyczna, misternie wykonana. Prawdziwe cacko. Już myślę, że zrobię sobie specjalny stojak. Do tego serwetki pod kieliszki i haftowany igielnik. Wszystko piękne. Moja paczuszka dzisiaj też poszła do Oli. Dziękuję.
                                                                     
                                                             i tył


    A potem przesyłka od Bożenki. To naprawdę dobry , bezinteresowny człowiek. Już dawno zamarzyły mi się tykwy, niestety, nie wyrosły. Zanim zawiązał się pączek wszystko żółkło. Dzisiaj dostałam aż trzy i dopiero rozpoczęła się burza mózgów, co z tym zrobić. Dostałam też dyńki, które od razu znalazły miejsce, no i obrazek do haftu xxx. Rany ile lat temu krzyżykowałam? Teraz całą zimę mam zajętą. Dziękuję Bożenko.
    Te z tyłu materiałowe dyńki uszyłam wczoraj, pomarańczowe cudnej urody to Bożenki.

    A ja nadal siedzę w jesiennych dekoracjach, najpierw wianek jutowy, potem dynie a na koniec żołędzie, podpatrzone gdzieś w internecie.  Muszę wymyślić jakiś patent, bo wypełniacz działa w żołędziu jak sprężyna i skutecznie odpycha czapeczkę, pewnie coś twardszego przydałoby się do wypełnienia. Tylko co?



       A to już moje leniuchy.


sobota, 2 sierpnia 2014

Pomalutku

bez pośpiechu coś tam się tworzy. Szału nie ma, bo przecież to czas przetworów i ciągle coś się wrzuca do słoików. Najwięcej jest dżemów morelowych, które uwielbiamy, a teraz ogórasy wskakują do słoików. W przerwach robię dyńki dla córki na działkę, zostało mi jeszcze kilka,
a kiciuchy zamieszkały już u dwojga młodych ludzi. Na życzenie są czerwone z czerwonymi kokardkami.


    Dziękuję Wszystkim za tak liczne odwiedziny. Wiem, że gorąco i nie chce się pisać, ale każdy Wasz ślad na blogu sprawia mi radość, jednocześnie usprawiedliwiam tych, którym nie chce się machnąć słówka - tym samym usprawiedliwiam siebie. Miłego weekendu.

środa, 30 kwietnia 2014

Znowu nudy

ale skoro wzięło mnie na słoiki, to muszę Was trochę pozanudzać. Dwa do herbatki.


    Powstały też do grzybków, ale te już znacie.
    Do słoików robiłam zawieszki na postarzanym papierze, tym razem pobawiłam się w transfer na tkaninie. Wykorzystałam skrawki postarzanego płotna, które zostały od czegoś tam i mam zawieszki.

    A to moja ostatnia zdobycz. Pojemnik na zioła. Miałam kilka pomysłów na niego, ale zostanie na razie taki, jaki jest. Boję się go zepsuć, bo jest naprawdę stary.




    Obrazki są ceramiczne i całość dość ciężka.


    A to ostatnie już znalezisko z piwnicy teściów - "figurówki" mojego męża. Cacko!


    Zaczyna się długi weekend. Życzę Wam odpoczynku, jakkolwiek miałby on wyglądać. Ja popracuję w ogródku i może jakieś robótki. 

czwartek, 3 kwietnia 2014

Lubię wiklinę

   Mam ją wszędzie i jak tylko gdzieś dopadnę ciekawy egzemplarz, to nie ma zmiłuj. Mówię o koszach, koszykach, bo w tym wydaniu najbardziej interesuje mnie wiklina. Ostatni wypad na starocie zakończył się cudnymi zakupami. Będą ozdobą tarasu.




Lampa do przeróbki. Jest spora.


Następny post będzie już wstążeczkowy, ale najpierw wstążki muszą dolecieć pod właściwy adres. A co u mnie nowego? W przerwach hafcianych wypad do ogrodu, po drodze rzut oka do garnka, żeby cosik na obiadek było i znowu hafcik, ogródek...

wtorek, 11 marca 2014

Lubię poniedziałki

    Już rano otrzymałam przesyłkę od Bożenki. Kochany, dobry duszek przysłał mi surówkę na lalki, wełenkę i czesankę na włoski. Jak jej nie kochać. Wiecie doskonale, że każde przydasie jest dla nas bezcenne. Już mi sie rodzi sto pomysłów, co z czym zrobię.


    W środku były dwa rodzaje tykwy. Cały wieczór czytałam jak można je artystycznie wykorzystać. Rewelacja.


Dzięki Bożenko.
Od Aldonki przyszło wygrane candy. Trzeba być szczęściarzem, żeby wygrać coś, co jest absolutnie idealne w kolorze i formie do twojej łazienki. To ja była tym szczęściarzem. Wszystko już jest na swoim miejscu.

I jeszcze balsam na moją duszę. Tak dawno nie byłam na starociach, a tam po prostu moje ciało i dusza zaczyna odżywać. Też tak macie? No to teraz moje znaleziska.


Dzbanek z Bochni na tarasik.


Okucia do kredensu. Czy ktoś podpowie jak to wyczyścić?


Karola, poproszę o kontakt. Tak uporządkowałam pocztę, że wszystko skasowałam.