nad tą pracą. Same maki to już drobiazg, ale koszyk, cały bukiet, to parę dni. To jest wersja jeszcze cieplutka, przed chwilą skończona, teraz postoi i dojdą poprawki. Długo zastanawiałam się jak wykorzystać przepiękny materiał od Reni i pomyślałam, że będą maki albo słoneczniki, w każdym razie wiejskie klimaty. Podstawę trzeba jeszcze podmalować, a wyszło tak:
Wczoraj od Bożenki dostałam całą furę przydasi. Ponieważ Bożenka zastrzegła, że to dla mnie, a nie do pokazywania, pozwoliłam sobie na zdjęcie tego, co mnie baaardzo ucieszyło, a mianowicie czesanka na włoski dla lalek. Akurat moje zapasy już się skończyły.
Taaakie ilości.Miłego weekendu!
A tu już bukiet po pierwszych poprawkach. Rozbudowałam dół białymi kwiatkami, miałam wrażenie, że czegoś mi u dołu koszyka brakuje.
I moja ulubiona ruda, też zmieniona, z sukienki ecru na granat, już nie jest tak mdło.







