Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 marca 2018

Zrobione w czasie ferii

ale bez odpowiedniej oprawy, golusieńkie, doczekały się ubranek i już pozują przed Wami. Wszelkiej maści myszy, koty, króliki zalęgły się w moim domu. Już od jakiegoś czasu je prezentuję i dzisiaj ciąg dalszy. Po wczorajszych beżach i szarościach, kolej na kolorek. 
Na początek rodzinka myszek.



I kocurek do towarzystwa, żeby te myszowate za bardzo nie rozpanoszyły się w domu


Miłego dnia!

wtorek, 10 lutego 2015

Koniec z kotami!

    Lubię te moje myszokoty, ale już dość! Czas zabrać się za poważną robotę. Kiciuchy w każdym, kto do mnie zawita, wywołują uśmiech, ale żebym się w tych kotach zupełnie nie zatraciła, to w przerwach przypominam sobie o zbliżających świętach i robię jajeczka. Chyba ten marazm zimowy mam już za sobą, nie ma wyjścia, wnuki w przyszłym tygodniu zaczynają ferie i czasu na lenistwo nie będzie.
 Koty w domu są do opanowania,


ale wypuść je tylko na dwór, to już instynkt daje o sobie znać i zebrać je do kupy jest nie lada wyzwaniem.




środa, 4 lutego 2015

Nie, nie, to nie te same

    Po prostu rodzinka trochę się rozrosła i wspólnie wybrała się na sanki. Baśka ostatnio martwiła się o nóżki, więc są już buciki. Kiedy tak się przyglądam, to mimo woli stworzyła się Walentynkowa kocia rodzina. Nawet sesja wyszła taka całuśna. Kotki dobrały się w pary i świetnie bawiły się na sankach.
W pewnej chwili pojawił się szkodnik. Jak już zauważyłyście, to nic w tym domu nie obejdzie się bez kociej kontroli, ale wszystko skończyło się dobrze.Plamka nie wyczuła konkurencji.

czwartek, 29 stycznia 2015

Największym fanem moich kotów

jestem ja sama, więc siedzę nad nimi w każdej wolnej chwili. Dobrze, że tworzeniem ich nie muszę zarabiać na życie, bo rychło zeszłoby mi się z tego świata. Części kocie leżały już jakiś miesiąc, potem powstawały ubranka, też z doskoku, a potem razem trzeba to było jakoś ogarnąć. Zaczynam dziecinnieć, bo taką frajdę mi to sprawia, że sama do siebie się śmieję.
Odświętnie ubrane kociaki wyruszyły na dwór.
      Kiedy powiał wiaterek, dostały czapeczki i tak docieplone mogły sobie dłużej posiedzieć.

piątek, 23 stycznia 2015

Po raz pierwszy

wypróbowałam nowe kwiatki i to wcale nie było takie proste jak mi się wydawało. Trzy dni nad samymi kwiatkami. Tło i ramka przygotowane były wcześniej. Opanowałam tak dziwne techniki wykonania, że nawet pisać nie będę , bo koń by się uśmiał. Jedno jest pewne, to całkowicie moje eksperymentalne wykonanie. Miały być piwonie, lilie i coś z fiołkowatych. A co wyszło?






    Jakiś czas temu wysłałam do Ani-Blue kocią serię dla jej córci Emilki. Do mnie dotarła z kolei partia haftowanych oliwek od Ani. Pokazywałam je dwa posty wczesniej.



    Czasmi zdarza mi się pisać o zwyczajach moich zwierząt. Plamka już dawno opanowała fotel, na który nikt już nie siada, bo kicia godzinami w nim śpi. Nieopatrznie posadziłam tam Tildę, bo poddana była obserwacji na poprawki. Plamka pięknie przyjęła koleżankę i razem od tygodnia dzielą miejsce.


wtorek, 7 października 2014

Wszystkiego po trochu

Zacznę od najważniejszej informacji, ponieważ obiecałam, że za jakiś czas napiszę, co u Mikołaja. Czekaliśmy na wrzesień, bo wtedy były badania i ocena tego, co jest na dzień dzisiejszy. Dostałam maila od mamy Mikołaja, którego za jej zgodą zamieszczam:
"Dzięki, wszystko ok. ;) Doktor w poradni powiedziała, że wszystko dobrze, dała skierowania na następne badania i do zobaczenia w grudniu. Teraz troszkę jeździmy - optometrysta: też jest lepiej, bo gałkom ocznym zachciało się odrobinkę mocniej ruszać; niestety doszły okulary, ale to przecież nic strasznego; Miki wybrał sobie takie super oprawki i jest jak na razie zadowolony ;) urolog: nadal na lekach, ale pęcherz też zaczął trochę lepiej pracować także pozytywnie; przed nami foniatra,
neuropsycholog i poradnia immunologiczna; cieszę się, bo udało się załatwić logopedę w poradni co 2 tygodnie, a to jest bardzo Mikuchowi potrzebne; ostatnio złapało go małe przeziębionko, ale obyło się bez antybiotyku; w październiku kolejne szczepienie, to go, mam nadzieję, uchroni przed infekcjami;

To tyle, czasami mam już dosyć tego jeżdżenia, ale szybko mi przechodzi, kiedy sobie pomyślę ile szczęścia mamy... Dociera do mnie tyle złych informacji od znajomych ze szpitala z naszego oddziału, że najpierw sobie popłaczę, a potem zagryzam zęby i cieszę się z tego, co mamy..."

    Ja też się bardzo cieszę, bo do tej pory otrzymuję wiele maili z pytaniami o zdrowie Mikołaja.

    A u mnie nadal robótkowo. Na pierwszy ogień wianek żołędziowy, do tego trochę szyszek, buczyny i jest.

               Tu jeszcze w trakcie pracy.


    Słoików miałam już nie pokazywać, no bo ile można, ale dostałam od mamy suszone zioła i nie chciałam ich pakować do woreczków, więc wymyśliłam takie słoiczki. 
     P.S. Aniu, pamiętam o mięcie, tylko słoiczek miętowy muszę przygotować!


          I na koniec  moje ulubione zajęcie.


          A w październiku z kart kalendarza będzie nas budził swoim uśmiechem wnusio Staś.
      Tak więc dzisiejszy post to moja  jesień w przekroju.