Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kapturki na słoiki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kapturki na słoiki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 czerwca 2015

W Piecuchowie

kochają pszczółki, no i tak się stało, że po opublikowaniu ostatniego posta, Kinga zaraz zgłosiła się do mnie, po pszczółkowe dekoracje. Zabrałam się z biegu, bo czas teraz znacznie szybciej mi ucieka, posiedziałam dwa dni i proszę, wszystko wykonane. Mam nadzieję, że na targach  pięknie będzie wyglądać, a nowe, transferowe kapturki na coś się przydadzą.
Sporo wśród nich moich autorskich składanek.

Ledwo zmieściły się na podłodze w pokoju.
Razem prawie 100 sztuk.
Przy okazji lalka od Elis, bo cały czas jest przy mnie i jest główną dekoracją pokoju.

piątek, 25 kwietnia 2014

Jutro zmiana pogody

więc siadam i nadrabiam blogowe zaległości. Jestem ciekawa, co przez ten czas powstało nowego. Ja  większą część dnia spędzam w ogródku, ale na robótki zawsze znajdzie sie czas. Ostatnio nazbierało się sporo słoików po kawie. Grzybowych narobiłam ilosci hurtowe i juz mi się nie chce, dzisiaj inne. Tak sobie pomyślałam, że na takim płótnie, do kawy i herbaty będą w sam raz, bo nawet jeśli sie ubrudzą, to nie będzie widać - przecież postarzane jest w kawie i herbacie.





Miłego weekendu życzę.

piątek, 18 października 2013

Na jednym razie się nie skończyło

    To był dopiero początek. Rodzina jak zobaczyła grzybowe słoiczki zniosła do mnie wszystkie, które miała i zaczęła się produkcja. Pewnie wykorzystam dzisiejszy dzień na transfery, a jutro dokończę ostatnie i rozdam rodzince. Transfery trzeba koniecznie robić na powietrzu, bo straszliwie śmierdzi i zapach jeszcze długo pozostaje w domu.Potem bóle głowy i takie tam. 
    Mam wrażenie, że te słoiczki wyglądają jak grzyby w lesie.









    No to do roboty. Pozdrawiam i dziękuję za komentarze.

poniedziałek, 30 września 2013

Ostatnio tylko w kuchni

i obiecałam sobie, że to już koniec. Chyba, ze wpadną jeszcze grzybki, to wtedy z największą przyjemnością. Ponieważ sama lubię wszelkie nowości i udogodnienia kuchenne pokażę, co robię rokrocznie na zimę. Ale zanim o tym najpierw moje zbiory grzybowe i słoiczek na grzybowy susz. U nas dopiero pierwsze grzybki, dobrze więc, że w domowym ogródku maślaków zatrzęsienie. Zrobiłam wczoraj wieczorem słoiczek na postarzanym płótnie, z odpowiednim transferem, a czapeczkę wykończyłam sznurkowym łańcuszkiem.






    Udało mi się zebrać 80 maślaczków.


    Tak sobie rosną i cieszą oko i żołądek.



    Ponadto przygotowałam warzywa w soli. Mam je do wiosny i nie muszę biegać do sklepu jak mi czegoś zabraknie. Tu jest duży kociołek i z tej porcji mam kilkanaście słoików - dżemówek, zawsze świeżych warzyw.


    Ostatnio pokazywałam Wam bułkę z ziołami zapożyczoną z bloga Utkane z pasji. Teraz przerobiłam ja na słodko z brzoskwiniami. Będą i inne kombinacje, bo bardzo prosta, smaczna i ciekawie wygląda.



I na koniec wiecznie szczęśliwy kociak.


Przepis na warzywa, który otrzymałam od moich porzyjaciół:
1,5 kg marchwi
80 dag selera-korzeń
80 dag pietruszki-korzeń
20 dag natki pietruszki
30 dag pora
20 dag natki selera
60 dag soli
można dodać 25 dag cebuli, ja nie daję
Marchew, seler, pietruszkę ścieramy na dużych oczkach - ja na szatkownicy .Natki siekamy, por na półplasterki. Cebulę w kostkę. Wszystkie warzywa mieszamy, solimy, odstawiamy na noc. Wkładamy do słoików. Na wierzch polewamy odrobiną oleju. Odstawiamy w chłodne miejsce.
Ponieważ ja gotuję najczęściej na dwie osoby, przed użyciem przepłkuję na sitku wodą.Do dużej porcji zupy nie dodajemy soli , bo ta z warzyw w zupełności wystarczy.

czwartek, 27 czerwca 2013

Wszystkiego po trochu

    W tym roku moja pnąca róża odwdzięczyła mi się za poprzedni rok, w którym wydała na świat jednego! kwiatka. Teraz cieszy oko i kilka razy dziennie zaglądam do niej i podziwiam, bo jest cudna.


    A tu kolejna prośba z serii : Poznaję swój ogród" Co to za krzew dziewczyny?



    To ostatni już kapturek. Na dalsze poczekam jak stworzy je Bożenka. Kapturki traktuję jako element dekoracyjny na stół, bowiem gdybym miała ubrać wszystkie słoiki, to miałabym zajęcie do końca roku. Tak więc są to twory pojedyncze.


    W trakcie dziergania Plameczka z nudów usnęła obok mnie i nawet efektu końcowego nie chciała skomentować. 

     A to wczorajsza zdobycz z piwnicy moich teściów. Ogromna, bardzo stara, ciężka, żeliwna brytfanna, na dwa palniki. Cudo!

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Działania wymienne

    Wzięło mnie na kapturki, Bożenkę na wstążki. Kolejna osoba, która spróbowała haftu wstążeczkowego i to z powodzeniem.Z kolei ja zauważyłam, że mój splot szydełkowy w kapturkach różni się bardzo od poprzedniczki, oczywiście jest brzydszy, więc czekam na instrukcję, bo sama nie mogę sobie poradzić.

                                                               
       To komplet

    Uszyłam sobie torbę, a raczej wór na większe zakupy, a przymierzałam się do tego już kilka miesięcy. Nie zmieściła się na stole i musiałam zdjęcia zrobić na tarasie.



    Zebrałam pierwszą lawendę, ale żal mi się pszczół zrobiło, bo były ich w kwieciu setki i tak jak w ubiegłym roku, kupię na ryneczku, a mojej nie tknę, bo żal. Tak samo było z tulipanami, biegałam do Biedronki, a moje rosły pod oknem.

    Popracowałam też nad bzem, dołożyłam kwiatków i podmalowałam nieco.Są grube, mięsiste. Naprawdę fajne.



    Dziękuję dziewczyny za życzenia imieninowe. Serducho moje rozpłynęło się ze wzruszenia i wcale nie robiło mi różnicy, że imieninowo jestem styczniowa. Przez te życzenia dzień był naprawdę szczególny.
   Spieszę donieść, że Plamka po serii zastrzyków ma się lepiej, tylko chuda jest jak szpilka i ucieka od samochodu, który kojarzy z wyjazdem do weterynarza. Tyle dobrego, że pod maskę już nie włazi, bo to był wielki problem, żeby ją stamtąd wyciągnąć.
    Zdjęcia z wystawy zrobiłam, ale co z tego, skoro wszystkie były ciemne. Lampę źle ustawiłam. Następnym razem się poprawię.
    Dziękuję za wszystkie komentarze i odwiedziny. Dają one energię do tego, aby dzielić się swoją pasją. Ważna jest też konstruktywna krytyka, którą biorę sobie do serca. Pani Janino, dziękuję.

sobota, 22 czerwca 2013

Kapturki na słoiki

    Właśnie od paru minut siedzę, nic nie robię i zadaję sobie pytanie: jak to jest, że od dwóch lat jestem na emeryturze, a nie zdarzyło mi się, żebym miała tego czasu troszkę za dużo. Ani minuty, ani sekundy. Kiedy już naprawdę wszystko zrobione lub może sobie poczekać, to łapię za książkę i odpływam. Może to wynika też z tego, że uwielbiam poznawać nowe techniki, a jak już za coś się złapię, to robię bez opamiętania. Właśnie od dwóch dni wyrabiam kapturki na słoiczki według instrukcji Bożenki. Tu w stronę instruktorki ukłon do ziemi, bo marny ze mnie uczeń. Dostałam rozpiskę bardzo szczegółową i kapturek z lekką modyfikacją udało mi się zrobić. Niestety, owoce to już bariera nie do przejścia. Gdybym zobaczyła, to na pewno dałabym radę. Ale od czego pomyślunek, no i wyszły tak po mojemu.




    Trzy dni temu zachorowała Plamka, dostaje zastrzyki i mocno wierzę, że da radę. I chociaż cały czas śpi, to posłusznie co kilka minut wypija małymi łyczkami wodę, a to dobry znak jak powiedziała pani weterynarz.