ale zabrakło rekwizytu. Myślałam o balonie i nawet jest zrobiony, ale nie pasowało. Jak już wiedziałam, że musi być samolocik, w te pędy do Kostka i za dwa dni był gotowy. Wcale się nie zastanawiałam jaki będzie model, bo Kostek to najwspanialszy modelarz i jemu zostawiłam pomysł. Szybowiec jest z leciutkiej balsy, więc pięknie frunie, a ja ukochałam szczerze tę figurę. Zawsze pisałam, że w paverpolu efekt końcowy jest nieprzewidywalny. Tu było inaczej, wszystko jest przemyślane i każda zmarszczka, zakładka ułożona tak, jak sobie wymyśliłam.
Figurka jest sztywna, dawno gotowa, natomiast szybowiec jeszcze potrzebuje drugiej warstwy paverpolu. Kostek, dziękuję!
Te opuszczone portki zrobiłam celowo, bardziej chyba sentymentalnie. Wasi synowie też tak mieli?
Miłego tygodnia i dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim postem.
Aaaaa, zapomniałaby. To moje dzisiejsze zbiory. Beatko, do podziału!














