Co roku o tej porze ogarnia mnie chęć zmiany. Chęć to mało powiedziane - szaleństwo! Może to na przekór jesieni, że trochę z nią powalczę i nie dam się szarudze za oknem, a może tak już we mnie coś siedzi, że po prostu muszę. Temat łazienkowy zakończyłam, tyle tylko, że powrót był bardzo szybki. Zawsze brakowało mi muszelek, żeby zrealizować pomysł, tym razem dostałam ich w nadmiarze. Karnisz powstał z laski, ze zbiorów mojego męża. Cierpiał trochę, tym bardziej, że pierwsza była za krótka i trzeba było poświęcić drugą. Ale fajnie zrobiło się w łazience.
Chociaż zaplanowałam, że łazienka będzie biała, to stare dodatki pasują tu jak najbardziej i nigdy w życiu ich nie przerobię. Dlatego wjechał taki mebelek, nie wiem jak go nazwać. Przydatny to on nie jest, ale dekoracyjny, w moim mniemaniu, tak. Oczywiscie muszą być kwiatki, bo wszelka roślinność o tej porze, to zdecydowanie lepsze funkcjonowanie mojego mózgu.Wrzoski pięknie się spisują.



























